wtorek, 15 października 2019

Moje miejsce na Ziemi

W tym roku szkolnym  pracuję z "kursem" dla klas 4-9: Moje miejsce na Ziemi. Moduły do kursu ułożone są rosnąco- od zajęcia się jednostką, poprzez mniejszą społeczność po ogólnopolską. Poszłam za ciosem i doprawiłam do tego kolejny moduł, gdzie nie zajmujemy się teraźniejszością ani przeszłością, ale przyszłością. We wszystkich szkołach, w których prowadzę ten kurs, uczniowie przyjęli go z entuzjazmem i rzeczywiście fajnie pracują nad kolejnymi etapami. W większości szkół udało mi się dodać ich do Classroom, dzięki czemu mają dostęp do materiałów cały czas i mogą komunikować się z uczniami z innych rejonów gminy. W każdej grupie, zanim zaczniemy działać, uczniowie wyrażają swoje pomysły na dany moduł, więc to, co prezentuję Wam tutaj, jest tylko szkieletem, na którym można zbudować świetne zajęcia, a który też można dowolnie modyfikować. I tak na przykład w jednej ze szkół uczniowie już załatwili dostęp do kuchni i będziemy z gotowych półproduktów przyrządzać ich potrawy regionalne. W innej każdy zapowiedział, że przyniesie coś gotowego i zrobimy fest. Bardzo spodobał im się pomysł teatrzyku i montowania filmów, więc część lekcji poświęconych będzie na sprawy techniczne, ale tu pamiętam o zasadzie: zaangażowany uczeń, to uczący się uczeń. A i ja przy okazji poznam nowe, ciekawe triki do dalszej pracy. 

Cztery z pięciu modułów opierają się na ustnych prezentacjach. Dla kilkorga z moich uczniów jest to bariera nie do przeskoczenia- boją się publicznych występów. Poszliśmy na kompromis- przynajmniej jeden muszą zrobić na żywo (muszę słyszeć i widzieć ich mowę spontaniczną), a pozostałe mogą zrobić z podkładem dźwiękowym lub jako pełny film. Ci, którzy boją się ośmieszenia (z różnych powodów), będą mogli prezentować tylko przede mną i np. wybranym kolegą. 

Zasady oceniania są dla moich uczniów osobnym dokumentem, którego tu nie prezentuję w szczegółach- być może dla Was co innego będzie ważne. To, co jednak istotne, to zapoznanie uczniów z tymi zasadami przed przystąpieniem do zajęć, aby wiedzieli na czym się skupić. Udostępniłam też moim uczniom gotowe szablony prezentacji, gdzie poukładałam informacje w logiczny sposób- takie "gotowce" dostaną w klasach 4-6. 
Na razie w większości szkół jesteśmy jeszcze przy module 1, w niektórych jesteśmy przed prezentacją, a w niektórych już jesteśmy na 2. Wszystko zależy od tempa pracy uczniów, dostępu do komputerów, czasu, jaki mamy w grupie. Myślę jednak, że warto z góry wyznaczyć razem z uczniami czas realizacji- nie zrobiłam tego wszędzie przy module 1 i mam wrażenie, że zajmuje nam to zbyt wiele czasu, choć muszę przyznać, że imponują mi znajdywane przez uczniów informacje.

Częstujcie się i nie zapomnijcie wspomnieć skąd to macie ;)
<Moje miejsce na Ziemi>
<Prezentacja o nazwach miejscowych>

piątek, 16 sierpnia 2019

Co zamiast "Gdzie byłeś w wakacje?"

Szwedzka szkoła od dawna odchodzi od pytania o wakacje, aby dzieci nie porównywały zasobności portfeli swoich rodziców. A co robimy my na polskim? Jak zapytać o wakacje, aby nikogo nie urazić?

Można pomyśleć: przecież nie ma w tym nic złego. My też opowiadaliśmy o swoich wakacjach na pierwszych zajęciach i nikt od tego nie umarł. Pomyślmy jednak, że czasy się zmieniły- dzisiaj wszystko jest na facebookach i instagramach, liczy się ilość lajków, a co chwilę scrollowana tablica przypomina o tym, że ktoś miał lepiej. My nie umarliśmy od pytania o wakacje, ale współczesne dziecko czy nastolatek jest zewsząd bombardowane zdjęciami i zameldowaniami z najdziwniejszych miejsc. Nikt nie chce się pochwalić spaniem pod namiotem i jedzeniem konserw...
Jak jednak rozmawiać o wolnym, nie pytając o destynację?
Nigdy nie proszę, aby każdy opowiedział o swoich wakacjach. Proszę uczniów, aby opowiedzieli o najmilszym wspomnieniu, nie mówiąc w jakim kraju rzecz się działa-  bo odpoczywać na sofie czy na rowerze można wszędzie. Proszę, aby opowiedzieli o tym, co było wokół, jakie barwy im się kojarzą z tym miejscem, co czuli nosem, co słyszeli uszami. Pytam, dlaczego akurat to wspomnienie opowiedzieli. Często sami są zaskoczeni, że opowiedzieli o czymś, niekoniecznie bardzo fascynującym, ale im zapadło w pamięć, bo towarzyszyli temu jacyś szczególni ludzie, odbyła się jakaś ważna/śmieszna rozmowa itd.
Jeśli mam czas i możliwość, proszę o narysowanie komiksu- może obejmować całe wakacje lub najfajnieszy ich dzień. Mogą dodawać dialogi/ chmurki  lub podpisywać kolejne wydarzenia. Podczas prezentacji nikt nie zadaje pytań, na koniec każdy może dopytać o to, co go szczególnie zainteresowało. I, co zaskakujące, uczniowie nie pytają o to, gdzie byłeś/aś, ale o to z kim byłeś, co kupiłeś, co przywiozłeś z wakacji, czy chcesz tam jeszcze pojechać?
Ponieważ wiem, że nie wszystkich stać na wysłanie dzieci na kolonie, proponuje uczniom, że oprócz tego, że mogą opowiedzieć o swoich wakacjach, najmilszym dniu, mogą opowiedzieć o wymarzonych wakacjach. Mogą mieszać rzeczywistość z fantazją. Przecież nie oceniam tego, gdzie byli i co robili, a to, jak opowiadają i utrzymują kontakt ze słuchaczami.

W młodszych klasach świetnie sprawdza się lekcja z wakacyjną pamiątką- dzieciaki przynoszą kamienie, muszelki, zdjęcia, gadżety, pióra, czapki itp. Zanim pokażą je innym, opisują ich wygląd, formę, barwę itp., a słuchacze zgadują co zostało przyniesione. Czasem ustalamy sobie, że są tylko 3 podpowiedzi i na ich podstawie trzeba zgadnąć. Jest naprawdę wesoło i dzieciaki wzajemnie się słuchają.

W klasach 2-5 zamierzam w tym roku zarać w wakacyjną grę. Przygotowałam prosta planszę i dwanaście pytań, które przed lekcją będę tasować i układać w dowolnej kolejności. Na planszy jest 12 liczb, z których każda oznacza inne pytanie- jeszcze nie wiem, czy będę numerować kartki, czy po prostu ustalę z dzieciakami, że pierwsza od lewej czy według wskazówek zegara to pierwsze pytanie itd.
Planszę do gry znajdziecie <tutaj>, a karty z pytaniami <tutaj>.
W klasach najstarszych proszę, aby przed lekcją przysłali mi jedno zdjęcie z wakacji. Czasem proszę o to w tajemnicy przed uczniami- rodziców i mam efekt zaskoczenia ;) Może to być zdjęcie ludzi, psa czy morza- obojętnie. Coś, co im się kojarzy. Jakieś zdjęcie każdy ma z tego czasu- ono nie musi być fascynujące. Zdjęcia przeglądam przed lekcją, układam w prezentacji i dopisuję kilka pytań, które mają rozbudzić ciekawość i nauczyć inaczej patrzyć na zdjęcia. Jeśli dostanę zdjęcie ślimaka, uczniowie mają za zadanie np. wybrać dla niego imię, podać wiek, wymyślić z kogo składa się jego rodzina i dokąd akurat zmierza. Wybierają np. jedną malinę ze stosu malin i starają się jak najdokładniej opisać ją, aby inni mogli zgadnąć, którą opisuje. Jeśli jest to zdjęcie przyjaciół czy rodziny, to dorysowujemy chmurki i możliwe teksty rozmów lub marzenia tych osób- odczytujemy z twarzy, z pozy, miejsca jakie zajmują i gdzie są itd. Jeśli jest to zdjęcie morza opowiadamy o tym, co jest na zdjęciu i wymyślamy: czego nie ma. Raz otrzymałam zdjęcie bardzo czerwonej wody. Uczniowie wymyślili całą historię zbrodni i motywu działania zabójcy, ostatnie słowa ofiary. Nigdy nie mówimy, które zdjęcie jest czyje. Nie zajmujemy się tym, co ktoś robił, ale co my widzimy na zdjęciu. Niektórym zdjęciom wymyślamy tytuły. Jaki Wy byście wymyślili dla zdjęcia obok? 

W tym roku będę prosić uczniów klas 6-9 o wybranie jednej piosenki, którą szczególnie mocno pamiętają z wakacji (zaznaczę, że najlepiej, jeśli to będą polskie piosenki). Będziemy opowiadać o czym są te piosenki, będziemy zgadywać dalsze słowa, układać kolejne zwrotki, jeśli się uda. Chcę, aby uczniowie zapamiętywali ludzi i emocje, a nie miejsca i ilość lajków. 
O wakacjach można więc mówić na wiele sposobów i tak, aby uczniowie mieli okazję lepiej się poznać, zapamiętać o sobie więcej, przeżyć na nowo jakieś chwile czy dni, zaangażować się w rozmowę. A i ja, jako nauczyciel czuję, że takie lekcje mają o wiele większy sens niż zwykłe pytanie "Gdzie byłeś w wakacje? Co robiłeś w wakacje?". 

czwartek, 15 sierpnia 2019

Jak zbudować schemat i nie zwariować?

Największą zmorą nowego roku szkolnego jest zbudowanie schematu. Myślę, że jeśli ma się 5 szkół, to nie jest to aż takim wyzwaniem, jednak do tej pory (pracuję od 8 lat jako nauczyciel języka ojczystego) zawsze miałam ich więcej niż 10- nieraz i 15, 18... Układanie schematu zajmuje mi nieraz kilka tygodni i mojego niemęża przestał już dziwić stos dziwnych kartek i karteczek poukładanych w różne konfigiracje... Jestem bardzo ciekawa, jak radzą sobie z tym inni nauczyciele- czy też spędza Wam to sen z powiek? Jedyne, co poztywne, że nie muszę być uzależniona od komunikacji miejskiej, jak to było na początku- wówczas plan zajęć często podyktowany był odległościami od przystanków oraz odjazdami autobusów i pociągów. Na szczęście- ten koszmar mam za sobą i szczerze podziwiam tych, którzy pracując na cały etat w kilkunastu szkołach, wciąż zdają się na łaskę i niełaskę komunikacji publicznej...
Układanie schematu zaczynam oczywiście od tego, że dostaję informację: w której szkole ilu mam uczniów i ile czasu mogę przeznaczyć na lekcję. Następnie zbieram plany zajęć uczniów- część jest dostępna na platformach typu SchoolSoft czy InfoMentor lub na stronach szkoły. Jeśli tam ich nie ma- wybieram się do szkoły i proszę o plany lekcji w sekretariacie. Często bywa tak, że szkoła nie jest gotowa z planami w pierwszym czy nawet drugim tygodniu pracy, więc w dalszej kolejności proszę rodziców lub wychowawców klas o przekazanie mi planu lekcji. 
Kiedy mam plany lekcji, wysyłam do rodziców wiadomość z prośbą o wskazanie dnia, który absolutnie im nie pasuje ze względu na dodatkowe zajęcia dziecka. Zaznaczam wyraźnie, że powody typu "dziecko chce dłużej spać/kończy wcześnie i nie chce mu się czekać", nie są brane pod uwagę, jeśli nie wynikają z jakichś medycznych uzasadnień.
Mam plany lekcji, mam dni, które potencjalnie pasują. Zaczynam rozpiskę: szkoła-uczniowie-godziny zakończenia zajęć- skreślanie niepasujących dni tygodnia, jeśli wpływają na całą grupę. Nieraz to karkołomna praca, bo np. dni treningów zmienią się, albo dojdą nowe, pasuje tylko do 16... Do tego dochodzą układane w tym samym czasie dodatkowe atrakcje ze świetlicy i nieraz dochodzi do dramatów, kiedy muszę dziecko zabrać z uwielbianej przez nie gimnastyki, aby siedziało z nami w ławce, w ciasnym i dusznym pomieszczeniu... Zdarza się też, że nawet jeśli ustalę z rodzicami dzień i godzinę zajęć, to szkoła w tym czasie nie może zagwarantować nam odpowiedniego lokalu... 
Staram się też brać pod uwagę odległość między szkołami i tak planuję schemat, aby jednego dnia mieć lekcje w bliskich sobie szkołach. Życie potem to weryfikuje i tylko ode mnie zależy, czy znowu narażę się uczniom i rodzicom, chcąc zmienić plan.

Kiedy uda mi się odnaleźć sens w tym szaleństwie, wysyłam rodzicom informację z planowanym dniem i godziną zajęć. Zaczynam od najbardziej newralgicznych, czyli tych, którzy albo w poprzednich latach mieli najpóźniej zajęcia, albo narzekali najwięcej, albo mają najwięcej zajęć oraz od tych, którzy danego dnia mieliby mieć zajęcia jako pierwsi- jeśli potwierdzą, że pasuje, piszę do następnych i następnych... Jest to czas, kiedy mój telefon aż czerwienieje od ilości przychodzących wiadomości smsowych i e-mailowych, ale bez tego mogłoby byc jeszcze trudniej. Pomaga mi to też zweryfikować, czy czegoś nie przegapiłam- nie chcę nigdy, aby zajęcia polskiego kolidowały z czymś, co jest ważne dla ucznia.

Następny etap pracy nad schematem, to rezerwowanie sal w sekretariatach- wysyłam wiadomość e-mail z dokładną listą uczniów, dniem i godziną oraz z prośbą o jak najlepszy lokal. Większość szkół odpowiada w ciągu 1-2 dni, do innych i tak trzeba pojechać, bo najzwyczajniej mają mnie gdzieś. Taki urok.
<Tutaj> znajdziecie szablon do planowania zajęć- dla mnie jest najwygodniejszy i z łatwością nakładam na niego kolejne lekcje- już tradycyjnie za pomocą linijki, ołówka i kredek ;) 
<Tutaj> znajdziecie "wizytówkę" w pdf, jaką zostawiam w szkole wychowawcy (klasy młodsze), rodzicom i uczniom. Proszę, by mieli to w widocznym miejscu i za każdym razem informowali mnie o nieobecnościach, bo nie zawsze mogę to sprawdzić w szkolnym systemie...

Tytuł posta: Jak zbudować schemat i nie zwariować? Hmmm, nie da się. Amen.

piątek, 14 czerwca 2019

Nazwij kogoś na literę D, kto wymyśla zabawy

Pewnego pięknego, raczej nie słonecznego poranka, siedząc w aucie w drodze do pracy i słuchając radia, wpadłam na genialny pomysł. Chwalę się, bo już wakacje ;)
Gra jest genialnie prosta w przygotowaniu i w zasadzie nawet nie trzeba jej specjalnie przygotowywać, ale zawsze to jest bardziej atrakcyjne, kiedy coś w ręku mamy iwygląda jak gra.

"Nazwij coś..." polga na tym, że uczniowie mają podać pierwszą możliwą odpowiedź do zadania np. "Nazwij coś na literę K, czym można jeździć", "Nazwij kogoś na literę D, kto jest wysoki" i tym podobne. Uwierzcie mi, że padną odpowiedzi, jakich się nie spodziewaliście, które będą jednoczesnie śmieszne, mądre i sprytne. Za dobrą odpowiedź uznajemy to, co jest logiczne, a więc np. "komar" nie będzie pasować do naszej zagadki. W razie wątpliwości możemy zapytać uczniów, czy akceptują odpowiedź. Na niektóre zagadki mogą nie znaleźć odpowiedzi. Zasada jest, że liczą sie tylko odpowiedzi po polsku. Zabawa przebiega całkowicie spontanicznie, nie liczymy żadnych punktów, nie zapisujemy żadnych odpowiedzi. Możemy zrobić ją na początek jako rozgrzewkę dla mózgu lub na zakończenie, jako np. podsumowanie pracy o rzeczowniku czy zasad ortograficznych. 

Znalezione obrazy dla zapytania karteczki notes<Tutaj> znajdziecie karty do gry w formacie pdf
<Tutaj> karty jako zdjęcia, czyli mniejszy format, który można powklejać w Worda. Jeśli je zalaminujemy, posłużą nam dłużej. Ja zrobiłam swoje na zwykłym pliku karteczek. Uczniowie, którzy chcieli, dostali też kilka i zapisali swoje propozycje.
Załączyłam dwie puste karty. Moi uczniowie chętnie wymyślali własne zagadki i zgadywaliśmy je na tej samej lub następnej lekcji. Było to doskonałe ćwiczenia słuchania ze zrozumieniem, prawidłowego odczytywania głosek, wzbogacania słownictwa, poznawania się. Przede wszystkim- świetna zabawa, która wymaga odrobiny fantazji :)

piątek, 31 maja 2019

Lekcje otwarte

Udane nauczanie języka ojczystego w dużej mierze opiera się na dobrej współpracy nauczyciela z rodzicami. To rodzice pokazują nam, w jakim zakresie dziecko opanowało język- jest to pierwsze pytanie, jakie zadaję opiekunom moich nowych uczniów. Kiedy słyszę "staram się mówić po polsku" wiem, że oznacza to kłopoty. Informacja, że "czytamy książeczki, jeździmy do babci i rozmawiamy przy śniadaniu" także bywa niepokojąca i najczęściej oznacza bierną znajomość języka. Rodzic, który nie wstydzi się swoich osiągnięć na polu wielojęzyczności dziecka, od razu pochwali się tym, że dziecko mówi, rozumie, że język jest aktywny. 

Drugim etapem "diagnozowania" ucznia są dla mnie lekcje otwarte. Organizuję je 2-3 razy w roku: na początku, najczęściej pierwsza lekcja; przy okazji Bożego Narodzenia, Wielkanocy oraz na zakończenie roku szkolnego- jakiś Dzien Mamy i Taty lub ostatnie zajęcia. Frekwencja jest połowiczna. Mam rodziców, którzy zawsze przychodzą, mam takich, których jeszcze nie spotkałam. Lekcje otwarte to doskonała okazja do tego, aby zobaczyć, czy rodzice rzeczywiście rozmawiają ze swoimi dziećmi po polsku- będzie to naturalna relacja między nimi. Rodzice, którzy zaniedbują tego, mają też okazję zobaczyć, jak inni to robią. Poznają lepiej dzieci, z którymi ich pociecha się uczy, poznają innych, polskojęzycznych rodziców, wymieniają się doświadczeniami. 
Lekcje otwarte to też korzyść dla samych uczniów- czują się wzmocnieni, kiedy ich mama czy tata przychodzą i mówią z innymi po polsku, kiedy mówią do nich (lub udają...). Dzieciaki czuja dumę, że ich rodzic/e, ale też czasami babcie/dziadkowie, mogą być na lekcji. Zawsze też są to nieco inne lekcje- poznajemy się, gramy, bawimy, śpiewamy kolędy, dekorujemy ciastka, gramy mecz itd. Taki minipiknik polonijny. I dzieciaki starają się jeszcze bardziej mówić po polsku, by nie wypaść gorzej przed innymi.

Na początku roku szkolnego informuję też rodziców, że  są zawsze mile widziani na lekcjach. Proszę o wcześniejsze zgłaszanie albo nieraz sama wciągam rodzica na lekcje. Zaznaczam jednak, że jest bardziej obserwatorem niż rodzicem. Raz miałam nieprzyjemną sytuację, że rodzic cały czas poprawiał dziecko, co powodowało coraz większe napięcie w klasie... To też jednak coś pokazało- rodzic, który mało czasu poświęcał pod względem językowym, przyjął rolę nauczyciela. Miałam też sytuację, kiedy rodzic w ogóle nie reagował na zachowanie dziecka- przeklinanie, krzyczenie, udawanie, że do wszystkich strzela... Najczęściej, na szczęście, rodzice są po prostu rodzicami- wspólnie z dzieckiem dekorują, bawią się, są w jednej drużynie. Dziecko widzi rodzica z innej perspektywy.

O co mi chodzi w tym wpisie? Im więcej osób jest zaangażowanych w lekcje, tym lepiej. Nie tylko zadawanie prac domowych i słowa "mama ci pomoże"- aktywne, wspólne przyżywanie lekcji, zabaw i gier. Wszystkie dzieci, których rodzice przychodzą na takie lekcje, robią postępy, czują się odpowiedzialne za lekcję i jej przebieg- planujemy razem, przygotowujemy zaproszenia papierowe lub sms/e-mail, relacjonujemy, co się będzie działo. 
A ja, jako nauczyciel, mam tak naprawdę "wolne" na tej lekcji- uczniowie i rodzice przejmują inicjatywę i wykorzystują wspólny czas. Rozmawiamy i poznajemy się, dzięki czemu uczniowie widzą, że język może być aktywny, jest narzędziem komunikacji.

środa, 15 maja 2019

Zaflipowana lekcja

Ponieważ kahoot już mi się znudziło (nie, nie uczniom, niestety), postanowiłam poszukać innego narzędzia wykorzystującego nowe technologie. Szybko pokochałam (tak, uczniowie też!) FlipQuiz.
Obsługa FlipQuiz jest bardzo prosta i intuicyjna:
1. Wchodzimy na stronę flipquiz.com i zakładamy konto/ logujemy się;
2. Wybieramy w prawym górnym rogu "Create Board", jeśli chcemy utworzyć nową planszę lub "My dashboard", jeśli chcemyzajrzeć do już utworzonych;
3. Po kliknięciu na "Create", podajemy na nowootwartej stronie tytuł planszy, jaką chcemy utworzyć, np. "II wojna światowa", "Rymy" itp.. Potwierdzamy przyciskiem "Create and continue";
4. Możemy wybrać do sześciu kategorii, a każda z nich może być podzielona na 1-5 pytań/zadań o różnej wartości/ różnym stopniu trudności. Na pomarańczowym pasku "Category titel" podajemy nazwę kategorii, np. "Samogłoski". Po lewej stronie mamy zielony pasek z nadanym tytułem i znak + Add Category, jeśli chcemy dodać następną kategorię i ją nazwać.
5. W każdej kategorii możemy zadać do pięciu pytań i napisać do nich odpowiedzi, ale nie jest to wymagane. Jeśli wpiszemy odpowiedź, to w czasie gry można ją sprawdzić/porównać "Answer" z odpowiedzią ucznia. Pytania wartościujemy od najłatwiejszego do najtrudniejszego w każdej kategorii.
6. Potwierdzamy utworzenie planszy "Done", jeśli skończyliśmy lub "Save", jeśli chcemy później dopracować. Przycisk "Done"zakończy, ale nie uniemożliwi dalszej edycji!
7. Grę możemy od razu edytować po zapisaniu lub od razu zagrać "Play" na górze strony po zapisaniu.
Bildresultat för flipquizSpróbuj sam/a- przygotowałam FlipQuiz dla Ciebie: https://flipquiz.com/review/114446/

Ogromną zaletą FlipQuiz jest jego bezpłatność i  szybkość przygotowania plansz oraz możliwość korzystania w każdej chwili- na kahoot trzeba się zgrać w czasie i widzieć planszę przed sobą. FlipQuiz pozwala na zabawę wszędzie i o każdej porze- uczniom, z którymi mam studiehandledning, przygotowuję FlipQuiz w ramach powtórki przed sprawdzianem i przesyłam im link. Chcą, to grają i się uczą, nie to nie.
Ciekawe jest także róznicowanie pytań/zadań- uczniowie mogą zdobywać punkty lub grać dla zabawy, ale wybierając samemu poziom trudności. Ci słabsi będą wybierać za 100, a odważniejsi za 500, ale każdy będzie próbował też trudniejszych- łatwiejszych, aby się sprawdzić. Nie ma ograniczonej liczby znaków, więc możemy pisać zarówno długie pytania, jak i długie odpowiedzi. Po kliknięciu za wartość, wyświetlane pytanie i odpowiedź mają dużą, czytelną czcionkę.
Możemy włączyć timer, który będzie odmierzał 30 sekund na każdą odpowiedź. Timer możemy zatrzymać w każdym momencie lub wcale z niego nie korzystać. 
Minusem jest, że nie ma możliwości "podłączenia" uczniów i wirtualnego zliczania ich punktów (chyba że w wersji płatnej), dlatego musimy mieć jakąś kartkę lub tablicę pod ręką, jeśli gramy na punkty.
Kilka propozycji, jak wykorzystać FlipQuiz znajdziesz tutaj:
w młodszych klasach trenowaliśmy głoski świszczące, więc zagraliśmy:
uczniowie podawali też własne słowa do gry:
i układaliśmy Świszczące opowiadania:
w starszych klasach obejrzeliśmy film Historia bez Cenzury- Polacy zajebisty naród 2 i zagraliśmy
Zaletą jest więc też brak potrzeby logowania się, wpisywania kodów itp. Szybko i skutecznie! 
W FQ możemy tworzyć instrukcje, sprawdziany, sprawdzać czytanie ze zrozumieniem, słuchanie ze zrozumieniem, tworzyć gry inegracyjne i wiele więcej. Zachęcam do korzystania z tego narzędzia na zajęciach, a przekonacie się sami, jak dobrze można je wykorzystać, by pomóc uczniom uczyć się.

wtorek, 30 kwietnia 2019

Warsztaty metodyczne

W ubiegłym roku wzięłam udział w tych 2-tygodniowych warsztatach metodycznych- najlepiej spędzony czas wakacji! Niezwykle pomocne wykłady (nie wszytskie, ale wiele), wspaniali ludzie z całego świata (nooo, z ośmiu krajów), arcyciekawe wycieczki do miejsc, w których jeszcze nie byłam i wiele innych atrakcji: ognisko z góralskim zespołem, dyskoteka, kurs tańców narodowych, wspólne śpiewanie... Naprawdę polecam!

Info o tegorocznej edycji: 

Województwo Małopolskie i Małopolska Szkoła Gościnności im. Tytusa Chałubińskiego w Myślenicach od sześciu lat wspólnie organizują „Warsztaty metodyczne języka polskiego dla nauczycieli polonijnych”, prowadzone przez Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. Celem warsztatów jest podniesienie umiejętności dydaktycznych osób uczących języka polskiego, pogłębienie wiedzy z zakresu języka polskiego i zapoznanie z nowymi metodami nauczania. Zaproszenie jest skierowane do osób czynnie uczących języka polskiego, które mogą pochwalić się osiągnięciami dydaktycznymi i pragną podnieść swoje kwalifikacje i znają język polski co najmniej na poziomie B1. W pierwszej kolejności będą brane pod uwagę zgłoszenia osób, które nie brały udziału w edycjach warsztatów z lat ubiegłych.

Tegoroczna edycja warsztatów metodyczno-językowych została zaplanowana w terminie 24 czerwca - 7 lipca. Zajęcia odbędą się w Krakowie i Myślenicach.

W ramach warsztatów przewidzianych jest 46 godzin zajęć dydaktycznych (42 godziny lekcyjne na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, 4 godziny lekcyjne w szkole w Myślenicach). Dodatkowo, program edukacyjny będzie uzupełniony licznymi wycieczkami (m.in. Kraków, Wieliczka, Wadowice, Zakopane).

Organizator pokrywa całkowity koszt pobytu (wyżywienie, zakwaterowanie), warsztatów językowych oraz wycieczek. Niestety nie jest możliwe sfinansowanie kosztów transportu uczestników do Polski i z powrotem (po stronie uczestnika warsztatów pozostaje pokrycie kosztów podróży do docelowego miejsca pobytu - Myślenic i drogi powrotnej).

Serdecznie zapraszamy chętnych nauczycieli do zgłoszenia się do udziału w warsztatach językowych. Możliwy jest przyjazd do Myślenic także po 24 czerwca, w dogodnym dla siebie terminie.

Zgłoszenia uczestników do udziału w warsztatach proszę przesłać do dnia 20 maja br. na adres mailowy: Michal.Plaza@umwm.pl W zgłoszeniu bardzo prosimy o przesłanie swojego CV oraz danych kontaktowych - numeru telefonu i adresu mailowego. Do 24 maja br. poinformujemy wybranych kandydatów o zakwalifikowaniu do udziału w warsztatach. W załączeniu regulamin warsztatów.

Jeśli znaliby Państwo kogoś, kto mógłby być zainteresowany udziałem, to bylibyśmy bardzo wdzięczni za przekazanie informacji o warsztatach! Dziękuję za ew. pomoc, bardzo miło wspominam zeszłoroczne warsztaty!

Pozdrawiam,
Michał Płaza
Specjalista
Zespół Współpracy Międzynarodowej
tel.: +48 12 61 60 530

Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Departament Kancelaria Zarządu
ul. Zacisze 7, 31-156 Kraków, tel.: +48 12 61 60 959
Adres korespondencyjny: ul. Racławicka 56, 30-017 Kraków
www.malopolska.pl fb.com/lubiemalopolske

środa, 10 kwietnia 2019

Lektury na lekcji

Lektury na lekcji języka polskiego jako ojczystego to wcale nie taka łatwa sprawa- nie dość, że spotykamy uczniów tylko raz w tygodniu na bardzo krótki czas, to jeszcze nie zawsze mamy dostęp do kilku egzemplarzy tego samego dzieła. Nie ma też co ukrywać, że słowo "lektura" nikomu nie kojarzy się dobrze. 
Postanowiłam jednak spróbować "wcisnąć" w jednej szkole, gdzie mam uczniów z klas 7-9, lektury. Zaczęłam od lżejszego formatu- dostali do czytania "Baśniobór" i "Władcę Lewawu"- każdy inną powieść, właśnie dlatego, że każdej mam tylko po jednym egzemplarzu... Żeby było śmieszniej, to jeden z uczniów dostał do czytania drugą część serii, bo pierwszą dostał ktoś inny... 
Uczniowie czytali powieści w domu przez około 4-6 tygodni. W tym czasie na zajęciach pracowaliśmy nad recenzją- zbierali informacje o autorze, kompletowali wiedzę o gatunkach literackich, a z czasem dopisywali kolejne fragmenty dotyczące języka, postaci czy głównych wątków. Plan recenzji omawialiśmy kilkakrotnie, pracowaliśmy nad dostosowaniem języka do formy- mieliśmy bardzo dużo pracy stylistycznej. Zasady oceniania recenzji znajdziecie <tutaj>. Uczniowie otrzymali też plan recenzji i checklistę, aby mieć pewność, że nie pominą żadnego elementu tej formy wypowiedzi- sprawdź <tutaj>. 
Gotowe prace spełniły kryteria, uczniowie otrzymali dobre oceny. Jednak aby trud włożony w przeczytanie powieści nie zakończył się na pisaniu, zorganizowaliśmy koło dyskusyjne, podczas którego dzieciaki prezentowały swoje lektury i porównywały ich treści. Ten moment wymagał konkretnego przedstawienia przebiegu lekcji- uczniowie dowiedzieli się, że całą rozmowę o książkach prowadzą sami. Ja usiadłam z dala- tak, aby słyszeć, ale też aby notować i nie stresować ich. Byłam poza ich wzrokiem i być może niektórym to pomogło, a niektórzy stracili grunt pod nogami. Okazało się jednak, że przez całą lekcję dyskutowali, porównywali, odnosili się do innych tekstów i własnych doświadczeń. Listę zagadnień, które mieli omówić dostali na tej samej lekcji, aby uniknąć sztucznego przygotowywania się. Całą listę wspólnie omówiliśmy, aby nie było wątpliwości, o co dokładnie w każdym punkcie chodzi. Wytłumaczyłam też, że wszystkie wypowiedzi są punktowane od 1-5 i że punktacja odpowiada ocenom E-A. Na koniec każdy z nich- na zasadach Eurowizji, jak sami to nazwali- przyznał punkty innym rozmówcom. Przyznawanie punktów odbyło się po cichu, aby nie wzbudzać niezdrowej rywalizacji czy sporów w grupie. 
Siedząc z boku, łatwiej mi było nie wtrącać się, nie podpowiadać, nie nakierowywać, nie ciągnąć za język. Chciałam usłyszeć, jak mówią, jak prowadzą dyskusję, jak rozumują i wyciągają ukryte na wierzch. Mogłam swobodnie notować i przyznawać punkty, a oni nie stresowali się tym, że ktoś coś notuje i te punkty przyznaje. Po skończeniu dyskusji, punkty przepisałam każdemu uczniowi na jego kartkę tak, aby wiedział, które momenty poszły bardzo dobrze, a które były niedopracowane.
<Tutaj> znajdziesz listę zagadnień do dyskusji oraz wzór punktowania. 

To, co uważam, że się udało: 

=uczniowie przeczytali współczesną powieść dla młodzieży,
=napisali recenzję,
=rozmawiali swobodnie o literaturze,
=zintegrowali się,
=wcisnęli mi swoje propozycje do przeczytania. Czytam :) 
To, co dopracuję następnym razem:
- dać książkę przed przystąpieniem do recenzji, ale plan recenzji dać razem z książką, aby mogli skupić się na istotnych spektach,
- skrócić czas pisania recenzji do max. 2 lekcji,
                                              - poprosić o zaznaczanie fragmentów, które moga przydać się do dyskusji.
Trójka uczniów, którzy byli testerami nowego pomysłu, potrzebowała około godziny na omówienie wszystkich punktów. Pod uwagę biorę więc możliwość skrócenia listy lub zaplanowania większej liczby lekcji na ten moment. W ogólnym rozrachunku wszyscy jesteśmy zadowoleni z tych lekcji.

środa, 3 kwietnia 2019

Polski gier

"Polski gier" to hasło wymyślone przez jednego z najbardziej zaangażowanych uczniów. Początkowo myślałam, żeby poprzytakiwać i zapomnieć o tym pomyśle, ale potem uświadomiłam sobie, jak to ciekawie brzmi.
B. chciał, aby to uczniowie sami przynieśli na którąś lekcję gry z domu. Miał nadzieję, że zamiast tych kilku/nastu minut mojej gry, będą mogli grać całą lekcję w kilka różnych gier przyniesionych przez wszystkich ;) 
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Plan polskiego opracowany przez B.
  Pomysł B. podjęłam na nowo, kiedy zrealizowałam z uczniami planowane tematy i nie chciałam zaczynać nowego, który byłby rozbity przez ferie. Pierwszy grę przyniósł właśnie B.- była to dla niego ogromna radość, że realizujemy jego pomysł i, że może nam pokazać swoją ulubioną grę. Na następny tydzień inny uczeń z grupy przyniósł grę od siebie, potem następny. Na grze schodziła nam cała godzina lekcji, którą mam w tej grupie.
Co udało nam się zrobić, oprócz tego, że mieliśmy najlepsze lekcje ever?
Uczeń, który przyniósł grę, był odpowiedzialny za lekcję- opowiadał, jak gra się nazywa, skąd ją ma i co najważniejsze- tłumaczył zasady gry. Czasem nie rozumieliśmy, więc pokazywał, ale zasada była, że nie może mówić po szwedzku. Mieszaliśmy więc język polski z językiem pokazywanym. Inni uczniowie, dopytywali, czy dobrze zrozumieli. Utrwalali słowa związane z grami, poznawali nowe. My, którzy graliśmy, musielismy zrozumieć instrukcję, dopytać. A potem była już tylko świetna zabawa. Ten, kto przyniósł grę był gospodarzem i musiał pilnować, by wszyscy przestrzegali zasad; objaśniał niejasności. Uczniowie poczuli się odpowiedzialni za lekcję, za grę, za grupę. Świetny sposób na integrację i wzajemne poznanie się. Wszyscy wychodzą z lekcji zadowoleni i "grożą", że wypiszą się z polskiego, jeśli nie będą mogli nigdy więcej miec takich zajęć ;)
Cóż dla mnie to czysty... odpoczynek ;) Żaden z uczniów nie pominął swojej kolejki! Dzięki pomysłowi B. poznałam gry, które mogę wykorzystać na innych lekcjach, a o jednej z nich- już wkrótce :D 

środa, 27 marca 2019

Kocham Polskę!

Dopiero teraz zauważyłam, jak dawno nie dodałam żadnego postu... Cóż- ostatni czas był dość intensywny i materiałotwórczy... Kilka nowych rzeczy znajdziecie w zakładkach Lekcje. Dzisiaj natomiast chciałabym opisać Wam grę o nazwie "Kocham Polskę".
Nazwa gry jest dość umowna, bo zamiast tego zwrotu możemy ustalić z grupą zupełnie inny- smutny, śmieszny, poważny- nie ma znaczenia, ale przy okazji możemy rozwinąć kreatywność i udoskonalić pamięć. Moja jedna grupa wymyśliła słowo "pompapalidoo", które zupełnie nic nie znaczy, ale zabawnie dla nich brzmiało i teraz nazywają tę grę  właśnie tak :)
Gra jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu i potrzebujemy jedynie kolorowych kartek i czegoś do pisania. Kartki tniemy na mniejsze bloczki i na każdym z nich piszemy po jednej stronie to, co chcemy utrwalić. Jeśli chcemy utrwalić samogłoski lub głoski szumiące, to przygotowujemy kartoniki z nimi plus z innymi głoskami. Jeśli utrwalamy przymiotniki, to zapisujemy przykłady przymiotników oraz innych części mowy (w ten sposób możemy używać jednego zestawu wielokrotnie). Ważne jednak, aby to, co chcemy utrwalać było w dużej ilości, tzn. przynajmniej tyle samogłosek, co spółgłosek, tyle przymiotników co innych części mowy. Oprócz część kartoników będzie do ćwiczenia refleksu i na nich rysujemy np. stopy, balonik czy serduczko- nie ma znaczenia.
Gotowe kartoniki tasujemy i układamy słowami/obrazkami do dołu i odkrywamy po jednym. Jeśli ćwicząc samogłoski/przymiotniki odkryjemy samogłoskę/przymiotnik, wówczas trzeba jak najszybciej krzyknąć hasło "Kocham Polskę!" lub inne ustalone. Jeśli odkryjemy kartonik ze spółgłoską/inną częścią mowy, wtedy nie robimy nic. Jeśli ktoś się zgapi i krzyknie hasło- odpada na 1-3 kolejki lub oddaje jedną kartę. Prawidłowo "okrzyknięte" kartoniki przechodzą do tej osoby, która pierwsza krzyknęła. Jeśli odkryjemy kartonik z obrazkiem, wtedy trzeba jak najszybciej wstać i klasnąć w dłonie- ten gest też jest umowny i możemy zastąpić go tupaniem nogami, krótkim tańcem kaczuszek, podskokiem itp. 
Gra jest prosta, ale emocjonująca i moi uczniowie, którzy rozkochali się w dobble, równie często chcą grać w "Kocham Polskę!". Bardzo chętnie też sami zapisują kartoniki, dzięki czemu też ćwiczą pisanie i rozbudowują swoją wyobraźnię, jednocześnie utrwalając potrzebny materiał.

czwartek, 6 grudnia 2018

Boże Narodzenie w sztuce

Trochę skończyły mi się pomysły na omawianie Bożego Narodzenia w klasach 7-9. W ubiegłych latach mówiliśmy o tradycjach, o daniach, o zwyczajach w rodzinie; dyskutowaliśmy o prezentach- kupione czy robione itp. Czytaliśmy wiersze, czytaliśmy opowieści, śpiewaliśmy kolędy. I w zasadzie mogłabym jeszcze wcisnąć im pastorałki czy jakieś jasełka, ale wiem, że by mnie utopili w konewce... ;) Podręczę więc moich najstarszych uczniów w tym roku sztuką. Wybrałam kilka światowych i rodzimych dzieł malarskich, które poruszają tematykę Bożego Narodzenia. Przy okazji znalazłam nawiązanie do wiersza Jana Twardowskiego oraz piosenki Jacka Kaczmarskiego. Będzie też znowu o historii Bożego Narodzenia dla tych, którzy zaczynają dopiero högstadiet.
Przy okazji malarstwa będziemy utrwalać słownictwo z nim związane- obrazy, jakie dla nich przygotowałam pochodzą z róznych epok oraz stylów: surrealizm, barok, kubizm, naiwny realizm itp. Poznają artystów polskiego pochodzenia oraz światowej sławy, przy okazji popracujemy nad wymową niektórych nazwisk. 

<Tutaj> znajdziecie obrazy w formie doc, jeśli chcielibyście je wydrukować i pracować pisemnie.
<Tutaj> są obrazy jako prezentacja multimedialna- właśnie na niej będziemy pracowali na moich lekcjach, aby nie rozpraszać się ołówkami i brakiem linijek ;)
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg_Hs_W2OiD393YwcKPMlSVu7hdW3t1gPK9mbX2S0SVEs_SckGtzqdsn2th4TrXAs9MUmUDdlHfuGpr77XsoP0aOGn-UvUCLOniNGTh-1p-uRXvif6QiwCdLAAlO6-rqd695YaAF60on5hW/s640/navidad_1946_dali_felicitacion-de-navidad-vogue-cover.jpg
Salvador Dali, „Święta Bożego Narodzenia” (1946)

Ze względu na ograniczony czas- mamy na to dwie lekcje- stawiam na to, by uczniowie mówili, a nie pisali. Niech sobie odpoczną ;)  Co nie znaczy, że nie będą oceniani. Kryteria oceniania tego tematu znajdziecie <tutaj>. Stawiam na to, że uczniowie potrafią interpretować i analizować dzieło malarskie, uzasadniać swoje wypowiedzi i spostrzeżenia, nazywać emocje i stany, interpretować postawy ludzkie, dyskutować na temat sztuki, użytych kolorów i kształtów, dlatego też dodałam pytania pomocnicze. 
Generalnie mam często wrażenie, że uczniowie albo boją się zagłębić w dziele czy to literackim, czy malarskim, albo po prostu tego nie potrafią. Dzięki takim lekcjom chcę im pokazać, na co zwracać uwagę, nad czym się zastanowić widząc jakiś obraz. A to wcale niełatwe zadanie, o czym przekonałam się już w ubiegłym roku, kiedy pisali opis obrazu... Cóż... trening czyni mistrza ;)

niedziela, 2 grudnia 2018

Kalendarz adwentowy

Tegoroczny kalendarz adwentowy dla moich uczniów będzie się różnił od ubiegłorocznych. Po pierwsze będzie papierowy. Po drugie, nie będzie zaiwerał długich zadań, nad którymi uczniowie musieliby spędzać trochę czasu. Po trzecie, będzie zawierał tzw. dobre uczynki, jakie uczniowie mogą zrobić podczas oczekiwania na Boże Narodzenie. Zależy mi na tym, by z chęcią podchodzili do języka polskiego, dlatego tegoroczny kalendarz jest prosty i przejrzysty. Każdy uczeń, który będzie chciał, otrzyma taki kalendarz- karteczki będą pocięte i zszyte jak książeczka :) Wykonałam go w kreatorze Printoteki. Jeśli Was interesuje, to można zerknąć <tutaj>. Na stronie 0 jest strona tytułowa, instrukcja uzupełniania oraz dwie puste strony, które można dołączyć na koniec- uczeń może przygotować własną stronę z własnym rysunkiem tego, z czym kojarzą mu się Święta i z własnym dobrym uczynkiem, które zrobiło. Następne strony to alfabetycznie ułożone hasła związane ze Świętami (jedno jest nie na swoim miejscu)- jest data, luka na wpisanie nazwy, miejsce na wpisanie czy zadanie wykonane i zadanie do wykonania. Wyjaśnię uczniom, że nie muszą robić akurat tych- mogą inne, wtedy niech wpiszą :) Ci uczniowie, którzy dostaną kalendarze pod koniec tygodnia, będą mieli najwięcej do nadrobienia, ale może będą mieli też więcej zabawy :)  Za wypełnienie przynajmniej połowy kalendarza, uczniowie otrzymają narody w ostatnim tygodniu lub w styczniu. Jeśli interesuje Was, jak wyglądały ubiegłoroczne, to znajdziecie je <tutaj> i <tutaj>. Jeśli preferujecie jednak kalendarze on-line, to <tutaj> jest opisane, jak je wykonać. Mam nadzieję, że taki kalendarz adwentowy stanie się dla uczniów i ich rodziców okazją do porozmawiania o bożonarodzeniowych tradycjach. 

czwartek, 29 listopada 2018

Niespodzianką może być wszystko!

W ostatnich tygodniach dość często używałam na lekcjach... kinder-niespodzianek. Oczywiście, bez czekolady ;) Nie mam pojęcia, co takiego mają te małe żółte plastikowe opakowania, ale dzieciaki kiedy je widzą- są zaangażowane na maksa. Może to wspomnienie z dzieciństwa ożywa, a może element niespodzianki tak działa? Tak czy inaczej- sprawdza się!
https://pixabay.com/pl/maki-ciekawy-halfaap-3295891/
W jajka-niespodzianki wkładam np. nagordy za wykonane zadania- może to być zwykła naklejka, a może być zabawka z tego pudełeczka, a może szklana kulka? To, że dzieciak może wylosować sam/ sam zdecydować i że dostaje nagordę (bo przecież nie ma ocen), działa jak lep na muchy. Przyjęliśmy zasadę, że wylosowanej rzeczy nie można zamienić i wymienić, a jeśli komuś się nie podoba, to może oddać z powrotem (ale nie dostanie nowej), albo oddać komuś. Sekret jednak w tym, jak my przekażemy dziecku, że podoba nam się to, co wylosował- przecież nikt inny jeszcze nie dostał naklejki z dinozaurem, twoja kulka przypomina jakąś planetę itp. Może mało dydaktyczne użycie, ale uczniowie chętniej pracują nawet nad tym, co generalnie może być nudne dla nich. Taką nagrodę u mnie dostaną, kiedy opowiedzą sami legendę, kiedy wyrecytują wiersz, kied zrobią 5 czy 10 liter w książkach itp. Wszystko zależy od nas.

W celach dydaktyki używam kinder-niespodzianek między innymi tak:
  • losujesz słowo i podajesz synonim, antonim i zdanie z tym słowem;
  • losujesz obrazek i pokazujesz dramowo- pozostali zgadują;
  • losujesz obrazek i układasz o nim zagadkę;
  • losujesz słowa/obrazki i układasz z nimi opowiadanie/historyjkę;
  • losujesz początek zdania, który np. opowiada o przeczytanym tekście/lekturze i dokańczasz;
  • losujesz krótki tekst i musisz go przeczytać w określony sposób;
  • losujesz pytanie i odpowiadasz;
  • losujesz polecenie i je wykonujesz (rozumienie instrukcji);
  • losujesz zagadkę ortograficzną i podajesz brakującą literę lub słowo będące rozwiązaniem zagadki i/lub podajesz regułę ortograficzną;
  • losujesz pojęcie i je wyjaśniasz;
  • losujesz partnera do pracy;
  • losujesz temat do dyskusji/przemówienia/rozprawki;
  • losujesz zabawę, jaka będzie na koniec lekcji;
  • losujesz literę, od której zaczniemy pisać literowe opowiadanie (np. wszystkie słowa na C i/lub wszystkie na T <różnicowanie tych głosek>);
  • losujesz, kto pierwszy ma występować, wyjść z klasy po lekcji itp.
  • losujesz fragmenty opowiadania/wiersza i składasz w losgiczną całość lub jeśli tworzysz wiersz, to losujesz hasła/wyrażenia i układasz tak, by powstał nowy wiersz.
Podobny obraz
https://1.allegroimg.com/original/0cc0c2/d605b7f240a28a804649160cd071
Generalnie kinder-jajka można wykorzystać na wiele sposobów i użyć praktycznie na początek lub koniec jakiegoś tematu. Kiedy było halloween, dzieciaki losowały obrazki związane z tym obrzędem i pokazywały metodą dramy. Wcześniej oczywiście zgromadziliśmy słownictwo, a ten kto odgadł musiał ułożyć z tym słowem zdanie. Jeśli mieliśmy więcej czasu, to ze wszystkich odgadniętych obrazków, układali halloweenowe historyjki. W starszych klasach, po zakończeniu jednego działu, losowali pytania kontrolne, wśród nich było też wyjaśnienie pojęć, podanie ich odpowiedników po angielsku i po szwedzku, a niektórzy przypomnieli sobie nawet w innych językach. W jednej grupie pracowałam nad przymiotnikami i antonimami itp.- uczniowie losowali słowo, musieli je pokazać metodą dramy, a zgadujący podawał odpowiedź antonimem- śmiechu było przy tym co niemiara :) Sprawdzałam w ten sposób zarówno, czy zgadujący, jak i pokazujący znają ten antonim, więc dwie pieczenie na jednym ogniu :) W innej grupie, gdzie zakończyliśmy omawianie legend legendami z własnego regionu, każdy uczeń przygotowywał do swojej opowieści 3 pytania. Potem wsadziliśmy je właśnie w kinderki i uczniowie losowali, odpowiadali, sprawdzali, czy słuchali uważnie.

W tym tygodniu proszę uczniów, aby przemyśleli, co chcieliby robić związanego z tematyką świąt. Te grupy, w których używaliśmy jajek już poprosiły, aby zrobić coś z nimi. Wspominają te lekcje jako nparawdę udane i zabawne. Myślę więc nad przygotowaniem obrazków oraz swego rodzaju kalendarza adwentowego- 24 jajeczka z 24 zadaniami, na każdej lekcji losuje każdy jedno zadanie. 
Jajek wcale nie musi być dużo- wystarczy kilka sztuk, ale fakt, że uczniowie próbują czegoś nowego, sami "decydują" i jeszcze mogą poczuć się dziećmi podczas otwierania żółtych kulek- sprawdza się. A to, co w nich znajdą to wyłącznie inwencja nauczyciela ;)

poniedziałek, 26 listopada 2018

Andrzejkowy tydzień


I znowu minął rok, i znowu na stół idą ozdoby, świece i wróżby. Przez cały tydzień, niemal na wszystkich lekcjach, będę przeprowadzała andrzejkowe wróżby. Wszystko oczywiście będzie poprzedzone wyjaśnieniem co i dlaczego robimy. Najmłodsi dostaną do domu zadanie, by zrobić ilustrację o andrzejkach lub którejś wróżbie, starsi napisać instrukcję przeprowadzania którejś wróżby, a najstarsi dostaną czytanie ze zrozumieniem.

Jeśli jeszcze nie zaglądaliście do folderu <andrzejki>, to zapraszam :)



Musiałam zmienić kilka wróżb, aby dzieci, które od kilku lat ochodzą ze mną andrzejki nie zanudziły się. Ale okazuje się też, że są dzieci w starszych klasach, które tych andrzejek nigdy nie miały- albo były u innego nauczyciela, albo zawsze chorowały, albo dopiero dołączyły do grupy. Jest więc okazja dla "starych wyjadaczy", aby sami opowiedzieli o tym, co się będzie działo. 

A czy Ty znajdziesz w tym roku czas na uczenie polskich obrzędów? 
Tegoroczna aranżacja w jednej ze szkół



czwartek, 1 listopada 2018

Kaboom- gra o wszystkim dla wszystkich

Jeśli ktoś z Was powie mi, że jeszcze nie słyszał o Kaboom, to po prostu nie uwierzę. Po pierwsze dlatego, że teraz wszyscy grają w Kaboom, a po drugie dlatego, że moi uczniowie tak głośno krzyczą i śpiewają podczas tej gry, że musieliście to usłyszeć gdziekolwiek byście nie byli!
Bildresultat för kaboom patyczki
http://www.englishfreak.pl/2016/07/popsicles-ice-cream-sticks-in-teaching.html
Kaboom to niezwykle prosta w przygotowaniu gra- wystarczy uzbierać odpowiednią ilość patyczków po lodach lub kupić takie patyczki, np. w Panduro. Aby mieć profesjonalne opakowanie do gry warto też zainwestować w świeczkę z Rusta- mają takie w okrągłych kartonowych pudełkach.

Kiedy mamy już patyczki, na jednym ich końcu piszemy hasła/pytania/zadania matematyczne/litery/zagadki ortograficzne, które chcemy powtórzyć, utrwalić lub wprowadzić. Mogą to być polecenia do wykonania (sprawdzamy rozumienie instrukcji), mogą być bezokoliczniki i podane dane do koniugacji (jeść, 3 os. l.mn, cz.przeszły), rzeczowniki do odmiany przez przypadki i liczby (ręcznik, Msc, l.mn.) lub ortografia (ż_łw), liery i głoski (i np. podać słowo z ta literą), działania matematyczne proste i skompliowane, mogą być bohaterowie do scharakteryzowania, postaci historyczne do podania faktów o nich czy cokolwiek nam przyjdzie do głowy.
kabo2
https://przezzzkropka.wordpress.com/2018/08/23/kaboom/
Na kilku patyczkach piszemy "Kaboom". 

Patyczki wkładamy napisami do dołu do pudełka czy puszki, mieszamy i losujemy- każdy po kolei jeden patyczek. Za prawidłową odpowiedź uczeń zatrzymuje patyczek. Za nieprawidłową- odkłada do pudełka. Jeśli wyciągnie "Kaboom"- oddaje wszystkie, jakie uzbierał! 

Czy może być prościej? Czy może być zabawniej? Ten moment adrenaliny, kiedy wyciągasz patyczke i nie wiesz, czy grasz dalej, czy usłyszysz głośne "kaboom"! Razem z moimi uczniami wymyśliśmy melodię i kiedy ktoś wyciągnie nieszczęsny patyczek, śpiewamy, klaszczemy, nieraz tańczymy. Nie żeby z radości, że ktoś przegrywa, ale że gra może trwać dalej. Bo Kaboom może się nigdy nie skończyć- zawsze w końcu ktoś wylosuje patyczek, odda wszystkie, które uzbierał i gra się dalej! Z tego też powodu warto wyznaczyć sobie, że np. gramy tylko 10 minut, albo do któregoś "kaboom", albo kiedy komuś poszczęści się i wylosuje trzy razy pod rząd "kaboom". Bo i tak może być! Po upływie zaplanowanego czasu można podliczyć ile kto ma patyczków i kto wygrał, ale najczęściej uczniów satysfakcjonuje to, że mogli pograć i pośpiewać.
Przygotowanie gry zajmuje niewiele czasu, a jest naprawdę emocjonujące. Dzieciaki zachęcone prostotą gry, robią podobne w domu- później chętnie opowiadają o tym, jak grali z rodzicami. Podwójna wygrana, dlatego szczerze zachęcam do wykorzystania gry na lekcjach! Ja pozwoliłam uczniom na kilku patyczkach napisać ich własne pomysły- możemy dać im wszystkie patyczki i niech sami przygotują grę, która np. sprawdzi ich znajomość lektury albo opanowanie zasad ortograficznych. Powodzenia!



poniedziałek, 24 września 2018

Tajemnica samogłosek

Od początku mojej "kariery" widzę, jak często uczniowie z silniejszym szwedzkim mylą samogłoski. Nasze o zapisują jako å lub a, nasze u jako o, nasze i jako e, zas y jako e. Przez bardzo długi czas podpowiadałam im "o jak okno/oko" , "a, jak aligator" itp., ale rzadko dawało to spodziewany efekt. Pewnego pięknego dnia zapytałam więc specjalistów- logopedów, jak wypracować właściwe zapisywanie samogłosek. Objawiono mi wówczas metodę symultaniczno-sekwencyjną bazującą na fonogestach.
Poniżej fragment ze strony Poradnik-Logopedyczny.pl o tym, czym w ogóle są fonogesty:
To system umownych gestów, które uzupełniają mowę, a tym samym ułatwiają człowiekowi niesłyszącemu wzrokowe odbieranie wypowiedzi słownych, czyli odczytywanie mowy z ust. A zatem, mówimy i jednocześnie dłonią w okolicy twarzy pokazujemy to, co mówimy. Osoba niesłysząca obserwuje więc nie tylko nasze usta w trakcie mówienia, ale i dłoń znajdującą się w pobliżu ust.
Link do całego artykułu jest <tutaj>.
Szybki, internetowy kurs fonogestów i oto cud: uczniowie poprawnie zapisują samogłoski! Na początku musimy im oczywiście objaśnić co robimy, o co nam chodzi- nie dla wszyskich jest to klarowne. Łączenie dźwięku z gestem było strzałem w dziesiątkę! Uczniowie nawet po wakacjach pamiętają gesty i pisząc wyrazy czy dyktanda sami wykonują gesty, aby upewnić się, jaki znak potrzebują. Jak dla mnie- niesamowite! 
Metodę wypróbowałam najpierw z 6-latkiem. Młody pamięta i używa znaków teraz bez problemów i zapisuje bardziej poprawnie niż jego starszy brat, z którym tej metody nie stosowałam. To naprawdę działa. Znaki, które stosuję znajdziecie poniżej i są wzięte ze strony Gabinetu Logopedycznego "Rybka". Cały artykuł znajdziecie <tutaj>. Polecam. Fragment poniżej:
Gesty wizualizacyjne to nic innego jak ruchy dłoni kojarzące się z układem narządów artykulacyjnych podczas wypowiadania danej głoski. Gesty wizualizacyjne zostały stworzone, aby pomóc dzieciom w zapamiętaniu samogłosek (a później sylab). Dla samogłosek wyglądają one następująco:
A – Odciągnięcie palcem wskazującym brody w dół.
U – zrobienie kółeczka z palców i przyłożenie go do zaokrąglonych ust.
I – “Narysowanie” palcem wskazującym poziomej linii wzdłuż rozciągniętych ust.
O – Zakreślenie koła palcem wskazującym na okrągłych ustach.
E – Wskazanie palcem wskazującym na widoczny język.
Y – uniesienie rąk do góry, przypominające wygląd litery.
A tak wygląda to w praktyce 🙂 :
gesty-wizualizacyjne
Gesty wizualizacyjne – Magdalena Rybka

Korzystam teraz namiętnie z fonogestów, ponieważ widzę ogromną róźnicę w pisowni u uczniów- zdecydowana większość zastanawia się nad głoskami i kojarzy już dźwięki z gestami. Myślę, że po jakimś czasie będą automatycznie poprawnie pisać, a fonogesty lub gesty wykorzystają w innych dziedzinach.
Zmieniłam czy też dostosowałam niektóre fonogesty do mojej codzienności:
U- palce ułożone w U (kciuk osobno, 4 palce razem)
E- 3 palce (bo 3 kreski)- wskazujący, środkowy i serdeczny

Mam w planach wprowadzenie jeszcze fonogestów dla typowo polskich głosek ale to razem z planszami mnemotechnicznymi i w innym czasie ;)

piątek, 21 września 2018

Plotka

Jedna pani drugiej pani... - któż z nas nie zna tego systemu z życia? Komu plotka nigdy nie zaszkodziła? 
Pixabay
Na szczęście plotkę można zamienić też w coś dobrego. Jak choćby zabawę edukacyjną. A jakże! 
Okazuje się, że system plotki jest bardzo dobrym treningiem pamięci i koncentracji oraz zdolności opowiadania na określony temat. Wiem, nie odkryłam żadnej nowości, ale chciałabym Was zachęcić do wykorzystania tej formy pracy podczas np. omawiania lektury, legendy, biografii pisarza czy fragmentu historii. To, co wielokrotnie powtarzamy i z czym możemy konfronotwać własną wiedzę, pozostaje najdłużej w pamięci. Bawi i uczy, jak mawiał klasyk. Plotka sprawdza się w każdej grupie wiekowej- nawet moi 9-klasiści chętnie biorą w tym udział. Warunkiem jest jednak większa liczba uczestników.
Zasady są proste. Wybieramy jedna osobę, która zostanie z nami w klasie, a reszta wychodzi na korytarz (ciii!). Tej osobie opowiadamy historię, którą chcemy, aby przekazała następnej. Wpuszczamy do klasy następną osobę, która słucha historii od tej pierwszej. Potem wpuszczamy następną i ona słucha drugiego opowiadacza, itd. Ostatnia osoba opowiada przed wszystkimi. 
Jeśli ostatnia wersja bardzo odbiega od oryginału, poprośmy pierwszą osobę o powtórzenie lub zróbmy to sami. 
Uczniowie mogą sami wybrać komu chcą opowiadać, albo możemy losować lub sami ustalić kolejność. Uczniowie nie mogą notować- liczy się ustne przekazywanie (tu możemy nawiązać do legend, które przed wymyśleniem pisma też były ustnie przekazywane, więc tym bardziej nie należy im wierzyć). 
Pixabay
Jeśli mamy w grupie osoby słabe w polskim lub o obniżonej zdolności koncentracji, można przygotować fiszki z pomocnymi hasłami lub takie hasła zanotować rozproszone na tablicy. 
U mnie póki co ta metoda bardzo dobrze sprawdza się przy omawianiu legend, których uczniowie nie znają. Powstają naprawdę nieprawdopodobne nieraz historie, bo tam, gdzie zawodzi pamięć, pomaga fantazja ;) Jeśli mamy krótki czas lekcji, możemy pozwolić, aby podczas kolejnych opowiadań uczniowie wzajemnie uzupełniali braki w historiach.
Na koniec zabawy warto zwrócić uczniom uwagę, że miała ona taki sam przebieg, jak zwykła plotka- jedna pani drugiej pani coś opowiedziała, ktoś coś dopowiedział, z każdą kolejną osobą wersja ulegała zmianie i skróceniu, więc ostatnia osoba nie poznała nawet połowy prawdziwej historii. 
Zapamiętaną historię uczniowie mogą zapisać w formie streszczenia, planu wydarzeń lub historyjki obrazkowej.

środa, 12 września 2018

Ale historia, nie? ... NIE!

Jakiś czas temu wspominałam o wspaniałych zabawach, w których uczestniczyłam w grupie 6-latków w jednej ze szkół. O zabawie "Gibrishi- Tłumacz i ekspres" (którą moi uczniowie nazywają "Kawa i ekspress" ;) ) pisałam <już tutaj wcześniej>. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o innej zabawie, którą w skrócie można nazwać "Nie-opowieścią". Obie zabawy służą rozwijaniu umiejętności mówienia i słuchania ze zrozumieniem, choć robią to w różny sposób. Ale łączy je jeszcze jedno- są świetną zabawą dla uczniów w każdym wieku!
"Nie-opowieść" to bardzo prosta gra dydaktyczna, do której nie potrzeba się specjalnie przygotowywać, więc może być naszą "lekcją z kapelusza", kiedy okazuje się, że normalnej nie możemy przeprowadzić. Może być rozgrzewką przed lekcjami poświęconymi rozwijaniu umiejętności opowiadania czy opisywania. Może być powtórką wiadomości z jakiegoś działu, gdzie sprawdzimy wiedzę uczniów.
Na czym polega zabawa? Potrzebujemy minimum 2 osoby (czyli świetne na lekcje indywidualne).
Jedna osoba ma za zadanie opowiedzieć jakąś historię- np. co wczoraj robił/a lub co robił/a na wakacjach lub jak wyglądał jej/jego dziadek czy pierwsza maskotka. Druga osoba (może być wybrana przez nauczyciela lub opowiadającego) w dowolnej chwili przerywa opowiadającemu jego opowieść mówiąc "NIE". Wtedy opowiadacz musi zmienić tok swojej opowieści. Takich "nie" może być wiele i za każdym razem gawędziarz zmienia historię.
Przykład:
Pixabay
Wczoraj byłam w sklepie z butami. NIE. Nie, nie byłam w sklepie z butami, tylko w sklepie ze zwierzętami. Chciałam kupić rybki do akwarium. NIE. Nie, nie chciałam kupić rybek, tylko dinozaura do akwarium. Musiałam też kupić mu jedzenie. NIE. Nie jedzenie, tylko siedzenie. Poszłam więc do sklepu z meblami. NIE. Nie do sklepu z meblami, tylko do szkoły. Zamierzałam ukraść krzesło z klasy. NIE. Zamierzałam nakarmić dinozaura dziećmi. NIE. Nie dziećmi, bo dinozaur nie trawi dzieci, tyko nauczycielami... 

Opowieść może nie mieć końca. Może być całkowicie nielogiczna. Chodzi o to, by obudzić spontaniczne mówienie, fantazję, a przy okazji ćwiczą się same końcówki gramatyczne i zaprzeczenia. Niestety, zabawa będzie niemal niemożliwa w grupie słabej językowo. Aby uczniowie wiedzieli o co w niej chodzi, najpierw nauczyciel jest opowiadaczem. Będziecie zaskoczeni, jak daleko może zajść Wasza i uczniów fantazja, kiedy spontanicznie wymaga się zmiany treści.Jeśli chcemy użyć zabawy do sprawdzenia wiedzy z jakiegoś zakresu materiału, prosimy ucznia, który jest przygotowany i "wie wszystko" lub w tej roli my sami, by opowiedział np. o życiu Mickiewicza czy przebiegu powstania warszawskiego wstawiając fałszywe informacje, np. Bolesław Prus naprawdę nazywał się Adam Mickiewicz. NIE. Nie, rzeczywiście nazywał się Aleksander Głowacki. Żył w średniowieczu. NIE. Nie, faktycznie był twórcą pozytywizmu... itd.
Gra rzeczywiście angażuje uczniów i zamusza do słuchania ze zrozumieniem. Bywa przerywana salwami śmiechu lub ciszy, kiedy opowiadający wymyśla ciąg dalszy. Sprawdzi się nie tylko w szkole, ale też na wycieczce klasowej/rodzinnej czy w drodze na stołówkę i na stołówce, jeśli jemy z uczniem lunch. Aby zabawa nie trwała całą lekcję, można wprowadzić ograniczenie czasowe, np. opowiadanie w trzy minuty albo do 10 "nie".
Co za historia, nie? ;)