Tegoroczny kalendarz adwentowy dla moich uczniów będzie się różnił od ubiegłorocznych. Po pierwsze będzie papierowy. Po drugie, nie będzie zaiwerał długich zadań, nad którymi uczniowie musieliby spędzać trochę czasu. Po trzecie, będzie zawierał tzw. dobre uczynki, jakie uczniowie mogą zrobić podczas oczekiwania na Boże Narodzenie. Zależy mi na tym, by z chęcią podchodzili do języka polskiego, dlatego tegoroczny kalendarz jest prosty i przejrzysty. Każdy uczeń, który będzie chciał, otrzyma taki kalendarz- karteczki będą pocięte i zszyte jak książeczka :) Wykonałam go w kreatorze Printoteki. Jeśli Was interesuje, to można zerknąć <tutaj>. Na stronie 0 jest strona tytułowa, instrukcja uzupełniania oraz dwie puste strony, które można dołączyć na koniec- uczeń może przygotować własną stronę z własnym rysunkiem tego, z czym kojarzą mu się Święta i z własnym dobrym uczynkiem, które zrobiło. Następne strony to alfabetycznie ułożone hasła związane ze Świętami (jedno jest nie na swoim miejscu)- jest data, luka na wpisanie nazwy, miejsce na wpisanie czy zadanie wykonane i zadanie do wykonania. Wyjaśnię uczniom, że nie muszą robić akurat tych- mogą inne, wtedy niech wpiszą :) Ci uczniowie, którzy dostaną kalendarze pod koniec tygodnia, będą mieli najwięcej do nadrobienia, ale może będą mieli też więcej zabawy :) Za wypełnienie przynajmniej połowy kalendarza, uczniowie otrzymają narody w ostatnim tygodniu lub w styczniu. Jeśli interesuje Was, jak wyglądały ubiegłoroczne, to znajdziecie je <tutaj> i <tutaj>. Jeśli preferujecie jednak kalendarze on-line, to <tutaj> jest opisane, jak je wykonać. Mam nadzieję, że taki kalendarz adwentowy stanie się dla uczniów i ich rodziców okazją do porozmawiania o bożonarodzeniowych tradycjach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Printoteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Printoteka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 grudnia 2018
czwartek, 19 kwietnia 2018
Detektywi na tropie wiosny
Wiosna na dobre zawitała na lekcjach polskiego. W klasach 1-6 realizujemy temat nie tylko siedząc w ławce i opowiadając o tym, co ta zielona pora roku ma do zaoferowania. I tak jak jesienią poszukiwaliśmy skarbów jesieni, jak zimą korzystaliśmy z przyszkolnych górek, tak wiosną wcielamy się w detektywów i ruszamy na podwórko, by tropić mrówki, jaskółki, żonkile i wszystko to, co zwiastuje cieplejsze czasy.Korzystając z Dziennika Poszukiwacza Wiosny, który jest dostępny na Printoteka.pl, zaplanowaliśmy wycieczki wokół szkoły i do przyszkolnych parków. Dzieciaki zapaliły się do tego pomysłu w każdej jednej szkole, w każdej jednej grupie- wreszcie była to okazja, by utrwalić słownictwo, swobodnie rozmawiać i mieć po prostu inną lekcję!
Zaczęliśmy od tego, że w pierwszym tygodniu omawiania tematu "Wiosna", zebraliśmy na mapie myśli wszystko to, co kojarzy nam się z tematem. Uczniowie opowiadali o tym, po czym poznajemy wiosnę; jak wygląda wiosna; czy wiosna jest lepsza od zimy albo od lata, a może czegoś jej brakuje? Następnie poszerzaliśmy słownictwo poprzez gry i zabawy- tradycyjne memo, dobble, a także historyjki obrazkowe, które uczniowie tworzyli na lekcjach ustnie i pisemnie.
Tydzień drugi, to właśnie wycieczka, w trakcie której wypatrujemy owadów, ptaków i roślin świadczących o obecności wiosny. Klasy 1-2 pisały słowa, nazwy, frazy, natomiast starsi uczniowie opisywali znaleziska zdaniami.
Wycieczka była o tyle emocjonująca, że dzieciaki oprócz dotykania tego, co znalazły, mogły też wypatrywać ptaki czy owady przez najprawdziwszą lornetkę. Nauczyły się ją obsługiwać i przy okazji poznały słowa związane z tym, jak zmniejszyć, zwiększyć, w oddali, w bliży, blisko, daleko, szkło powiększające, soczewka itp. Strasznie fajną sprawą są lekcje na powietrzu: obcowanie z naturą, słuchanie śpiewu ptaków, wygrzebywanie glizd spod kamieni czy nauka o ochronie zagrożonych gatunków.
Uczniowie, którzy nie potrafią na lekcji wysiedzieć 10 minut, na wycieczce mocno się skupiali, rysowali napotkane skarby, notowali, byli bardzo przejęci całym wydarzeniem. Była to dla nich okazja, aby wykazać się i nauczyć się czegoś nowego.

Kolejne tygodnie z tematem, to pisanie listu do wiosny, w którym uczniowie mają za zadanie podziękować za to, co według nich jest najcenniejsze lub opisać tę porę roku. Pracujemy także z czytaniem ze zrozumieniem, ortografią (ó w jaskółkach, u w chmurkach itp). Tam, gdzie mam dostęp do komputerów czy iPadów, uczniowie przygotowują prezentację o wybranej rzeczy związanej z wiosną. Klasy 4-6 dostają też do domu zestaw obrazkowy do napisania wiosennego opowiadania. Ich fantazja jest powalająca!
A czy Wy wytropiliście już wiosnę? Jeśli nie, to zróbcie to koniecznie- nie będziecie żałować! A w czasie wycieczki można pośpiewać "Wstawaj, już wiosna!" Majki Jeżowskiej :)
Etykiety:
czytanie ze zrozumieniem,
detektyw,
dobble,
historyjka obrazkowa,
lekcje,
list,
memory,
Modersmål,
motywacja,
okolicznościowe,
opowiadanie,
ortografia,
piosenki,
pisanie,
Printoteka,
wiosna,
wycieczka,
wyrazy,
zabawy
czwartek, 15 grudnia 2016
Jeden z dziesięciu
Jak "zmusić" naszych uczniów do słuchania ze zrozumieniem? Okazuje się, że to nie takie trudne, jeśli odpowiednio ich zmotywować ;) Strach przed ocenianiem na niewiele się zda. Na moich ostatnich zajęciach okazało się, że motywująco działają punkty (choćby wirtualne) i... ciasteczka.
Wzięłam ze sobą opowiadanie z piosenką na jedną stronę A4. Do tekstu miałam ok. 30 pytań. Wiadomo- im dłuższy tekst, tym więcej pytań powinno do niego być. Pytania miały po trzy warianty odpowiedzi, ale nie w każdej grupie się z tym zdradzałam i nie każdy uczeń chciał z tego skorzystać. Zasadą jednak było, że uczeń musi odpowiedzieć po polsku, choćby to co mówi, było tylko powtórzeniem wariantu odpowiedzi lub było mało zrozumiałe (mam uczniów, którym ciężko się wysłowić po polsku, chyba nawet ciężej niż mi po szwedzku...).
Użyłam gotowego tekstu i pytań z Opowieści o rymującym Rudolfie.
Uprzedzam uczniów o zasadach: czytam głośno, wy słuchacie uważnie, później będą pytania do tekstu. Jedziemy: uczniowie biorą krzesełka siadają w półokręgu lub po prostu naprzeciwko mnie. Po przeczytaniu, piszę na tablicy imiona uczniów, trzy kropki czy gwiazdki czy misie pod imionami- to trzy szanse na nieprawidłową odpowiedź. Na pytanie pierwsze mogą odpowiedzieć wszyscy- kto pierwszy się zgłosi, ten odpowiada i zdobywa 10 punktów lub traci szansę, a następna osoba może odpowiedzieć. Ten, kto dobrze odpowie na pierwsze pytanie, ma możliwość wskazania osoby, dla której będzie kolejne pytanie- jeśli wybierze kogoś innego, to ta osoba dostanie 10 pkt, a jeśli zaryzykuje i weźmie pytanie "na siebie", może zdobyć nawet 20 pkt, ale może też stracić szansę. A potem kolejna osoba wskazuje następną lub bierze na siebie.
Okazało się, że moi uczniowie to nieźli hazardziści! Chociaż wiedzieli, że kolejne pytanie może być trudniejsze, chętnie brali je na siebie. Niektórzy (dobrze wychowani?) brali jedno na siebie, a następne oddawali komuś. Przy okazji mogłam zobaczyć, jakimi są ludźmi. Czy ich cieszy czyjaś zła odpowiedź, czy raczej martwi? Czy biorą na siebie 10 pytań, czy sprawiedliwie dzielą się? Czy podpowiadają dobrze, czy źle i czy robią to specjalnie?
Jeden z dziesięciu na lekcji to doskonała okazja do zbadania rozumienia ze słuchu, do zmuszenia uczniów najchętniej mówiących po szwedzku do ożywienia polskiego, do poznania charakterów. Wyzwanie, zabawa, ryzyko, uczenie się. Przecież kompetencje językowe możemy sprawdzać na tyle różnych sposobów!
W jednej z grup, gdzie mam 6-klasistę niechętnie się uczącego i niewykazującego inicjatywy /tym bardziej na polskim/, gra okazała się strzałem w dziesiątkę. Chłopak, po tym jak skończyła się oficjalna część, zaproponował, że teraz uczniowie będą wymyślać pytania i liczyć punkty. Padały więc pytania o to, co kładziemy pod obrusem w Wigilię, jakie kolory ma polska flaga, ile lat ma pani Dagmara itd. Uczyli się więc zadawać pytania, sprawiedliwie przyznawać prawo głosu, liczyć punkty. Rozmawiali po polsku.
Taki tekst- na obojętnie jaki temat- można też dać do przeczytania, aby zbadać czytanie ze zrozumieniem. Możemy też poprosić uczniów, aby po napisaniu własnego tekstu, stworzyli do niego pytania (będą musieli pilnować, aby czytelnik nie domyślał się, "co autor miał na myśli" albo właśnie sprawdzimy, czy będą czytać między wierszami).
Taki tekst- na obojętnie jaki temat- można też dać do przeczytania, aby zbadać czytanie ze zrozumieniem. Możemy też poprosić uczniów, aby po napisaniu własnego tekstu, stworzyli do niego pytania (będą musieli pilnować, aby czytelnik nie domyślał się, "co autor miał na myśli" albo właśnie sprawdzimy, czy będą czytać między wierszami).
wtorek, 13 grudnia 2016
Kościane opowieści
Kościane opowieści to pomysł zaczerpnięty, czy też dosłownie mówiąc skopiowany od innych nauczycieli. Doskonała alternatywa dla tych, którzy nie mają Story Cubes. To prosty sposób na to, by w bardziej atrakcyjny sposób zachęcić uczniów do tworzenia własnych historyjek z zachowaniem oczywiście praw gatunku. Pomysł jest o tyle dobry, że można go realizować i z młodszymi uczniami / ustnie lub w formie książki czy komiksu/, i ze starszymi- zarówno ustnie, jak i pisemnie. Mogą pracować samodzielnie lub w grupie, pamiętając jedną zasadę: I do- We do- You do, czyli robię ja- robimy razem- robisz sam. Ta zasada powinna przyświecać wszystkim naszym działaniom na zajęciach, ponieważ często suchy tekst z instrukcją bywa jasny jedynie dla nas. Działania na żywo, przykład na żywo daje najlepsze rezultaty.
Wracając do kościanych opowieści... Przygotowałam matrycę do opowiadania o niezwykłej przygodzie św. Mikołaja. Znajdziecie ją <tutaj> . Można pobrać/utworzyć kopię i dowolnie zmieniać.
Uczniowie otrzymują zadanie, kostki do gry i ewentualnie papier i ołówki do pisania. Najpierw określają bohatera- wyrzucona na kostce jedynka oznacza np. św. Mikołaja, a wyrzucona piątka Bałwanka. Następnie losujemy w ten sam sposób miejsce, innych bohaterów oraz niezbędne rekwizyty. Mając już wszystko, przystępujemy do układania historii, w której wykorzystamy wylosowane postaci, miejsca i rzeczy. Tylko od fantazji Waszych uczniów zależy, jaka to będzie przygoda, jak bardzo skomplikowana i jakie będzie zakończenie. Muszą się jednak trzymać tematu- w tym wypadku "Niezwykłe Święta" oraz formy- opowiadanie. Temat można zmienić i wykorzystać np. wiosną do opisu najpiękniejszego ogrodu albo na poświąteczne lekcje do bajki o 12 miesiącach.
Dzięki temu ćwiczeniu uczymy uczniów, że opowiadanie to zamknięta forma, a liczba jego bohaterów nie musi być rozbudowana. Trzymają się też miejsca i przedmiotów, dzięki czemu nie rozbudowują opowiadania tak, że trudno im skończyć. Po zakończonym zadaniu, wielu z nich wciąż będzie rzucać kostkami, aby zobaczyć, jaką przygodę tym razem by wymyślili.
Dzięki temu ćwiczeniu uczymy uczniów, że opowiadanie to zamknięta forma, a liczba jego bohaterów nie musi być rozbudowana. Trzymają się też miejsca i przedmiotów, dzięki czemu nie rozbudowują opowiadania tak, że trudno im skończyć. Po zakończonym zadaniu, wielu z nich wciąż będzie rzucać kostkami, aby zobaczyć, jaką przygodę tym razem by wymyślili.
Zasady można wykorzystać także do rysowania i późniejszego opisywania postaci czy przedmiotów. Przykłady znajdziecie <Tutaj>.
piątek, 18 listopada 2016
Co to jest?, czyli gra na każdą okazję
Ostatni tydzień upłynął mi na grze w Co to jest?, której zasady są identyczne do gry "Kto to jest?", gdzie wybiera się jedną postać z okienka i zadaje się pytania, aby zgadnąć, jaką postać wybrał przeciwnik.
Grałam w Co to jest?, aby:
- podsumować lekcje o Dniu Niepodległości;
- podsumować lekcje o jesieni;
- ćwiczyć pisanie, czytanie, rozumienie, umiejętność czytania wśród najmłodszych;
- ćwiczyć części mowy.
Na przygotowanie tej gry potrzeba nie więcej niż 5-10 minut, więc może być uzupełnieniem każdej lekcji. Możemy <pobrać i wydrukować z Printoteki> szblon lub samemu przygotować w zależności od potrzeby:
Tam, gdzie chciałam podsumować temat, wpisywałam sama słowa, które ćwiczyliśmy. Dzieciaki chętnie grały i nawet te słabo mówiące po polsku chciały wygrać, więc czytały, uczyły się, jak zadawać pytanie itd. Ze starszymi trenowaliśmy czasowniki, rzeczowniki, przymiotniki i przysłówki, więc musieli sami podawać przykłady, które dodatkowo związane były z poprzednim tematem. Zdarzyło się też, że 2-klasista zapomniał swojej książki, z którą pracujemy na polskim, więc musiał przypomnieć sobie 16 polskich słów, abyśmy mogli zagrać. Dla dziecka, które tak naprawdę z polskim przebywa tylko raz na tydzień, było to wyzwanie, ale wizja gry otworzyła wszystkie zakamarki z polskimi słowami, których się nauczył ;)
W grupach, gdzie mam dzieci słabo mówiące, początki pytań zapisałam na tablicy. Były to np.:
- czy to słowo zaczyna się na literę... ?
- czy to słowo ma 4 litery?
- czy w tym słowie jest litera... ?
- czy to słowo oznacza coś, co jest duże/małe/czerwone/białe..?
- czy to zwierzę/roślina/człowiek?
Kiedy widziałam, że któreś dziecko się pogubiło, porównywaliśmy swoje plansze ze skreśleniami.
W grupach, gdzie mam wiele dzieci, jedno wybierało słowo, a reszta zadawał pytania. Zwycięzca mógł wybrać słowo i... siedzieć na fotelu nauczyciela ;)
Z dziećmi w przedszkolu lub niepiszącymi ta gra może opierać się na obrazkach, np. ze zwierzętami, które pływają/latają/chodzą itp.
Można zrobić takie plansze z trudnościami ortograficznymi czy tytułami piosenek, a potem je śpiewać :D Dużo gotowych wersji znajdziecie w Printotece, ale trzeba wykupić abonament.
Były dzieci, którym ta gra się nie podobała, uznały, że jest nudna, ale z całej mojej 35 było takich może dwoje. Pozostałym się podobała, a niektórym tak bardzo, że wzięły ode mnie plansze, żeby grać jeszcze w domu z rodzicami!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




