środa, 12 września 2018

Ale historia, nie? ... NIE!

Jakiś czas temu wspominałam o wspaniałych zabawach, w których uczestniczyłam w grupie 6-latków w jednej ze szkół. O zabawie "Gibrishi- Tłumacz i ekspres" (którą moi uczniowie nazywają "Kawa i ekspress" ;) ) pisałam <już tutaj wcześniej>. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o innej zabawie, którą w skrócie można nazwać "Nie-opowieścią". Obie zabawy służą rozwijaniu umiejętności mówienia i słuchania ze zrozumieniem, choć robią to w różny sposób. Ale łączy je jeszcze jedno- są świetną zabawą dla uczniów w każdym wieku!
"Nie-opowieść" to bardzo prosta gra dydaktyczna, do której nie potrzeba się specjalnie przygotowywać, więc może być naszą "lekcją z kapelusza", kiedy okazuje się, że normalnej nie możemy przeprowadzić. Może być rozgrzewką przed lekcjami poświęconymi rozwijaniu umiejętności opowiadania czy opisywania. Może być powtórką wiadomości z jakiegoś działu, gdzie sprawdzimy wiedzę uczniów.
Na czym polega zabawa? Potrzebujemy minimum 2 osoby (czyli świetne na lekcje indywidualne).
Jedna osoba ma za zadanie opowiedzieć jakąś historię- np. co wczoraj robił/a lub co robił/a na wakacjach lub jak wyglądał jej/jego dziadek czy pierwsza maskotka. Druga osoba (może być wybrana przez nauczyciela lub opowiadającego) w dowolnej chwili przerywa opowiadającemu jego opowieść mówiąc "NIE". Wtedy opowiadacz musi zmienić tok swojej opowieści. Takich "nie" może być wiele i za każdym razem gawędziarz zmienia historię.
Przykład:
Pixabay
Wczoraj byłam w sklepie z butami. NIE. Nie, nie byłam w sklepie z butami, tylko w sklepie ze zwierzętami. Chciałam kupić rybki do akwarium. NIE. Nie, nie chciałam kupić rybek, tylko dinozaura do akwarium. Musiałam też kupić mu jedzenie. NIE. Nie jedzenie, tylko siedzenie. Poszłam więc do sklepu z meblami. NIE. Nie do sklepu z meblami, tylko do szkoły. Zamierzałam ukraść krzesło z klasy. NIE. Zamierzałam nakarmić dinozaura dziećmi. NIE. Nie dziećmi, bo dinozaur nie trawi dzieci, tyko nauczycielami... 

Opowieść może nie mieć końca. Może być całkowicie nielogiczna. Chodzi o to, by obudzić spontaniczne mówienie, fantazję, a przy okazji ćwiczą się same końcówki gramatyczne i zaprzeczenia. Niestety, zabawa będzie niemal niemożliwa w grupie słabej językowo. Aby uczniowie wiedzieli o co w niej chodzi, najpierw nauczyciel jest opowiadaczem. Będziecie zaskoczeni, jak daleko może zajść Wasza i uczniów fantazja, kiedy spontanicznie wymaga się zmiany treści.Jeśli chcemy użyć zabawy do sprawdzenia wiedzy z jakiegoś zakresu materiału, prosimy ucznia, który jest przygotowany i "wie wszystko" lub w tej roli my sami, by opowiedział np. o życiu Mickiewicza czy przebiegu powstania warszawskiego wstawiając fałszywe informacje, np. Bolesław Prus naprawdę nazywał się Adam Mickiewicz. NIE. Nie, rzeczywiście nazywał się Aleksander Głowacki. Żył w średniowieczu. NIE. Nie, faktycznie był twórcą pozytywizmu... itd.
Gra rzeczywiście angażuje uczniów i zamusza do słuchania ze zrozumieniem. Bywa przerywana salwami śmiechu lub ciszy, kiedy opowiadający wymyśla ciąg dalszy. Sprawdzi się nie tylko w szkole, ale też na wycieczce klasowej/rodzinnej czy w drodze na stołówkę i na stołówce, jeśli jemy z uczniem lunch. Aby zabawa nie trwała całą lekcję, można wprowadzić ograniczenie czasowe, np. opowiadanie w trzy minuty albo do 10 "nie".
Co za historia, nie? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz