czwartek, 5 grudnia 2019

Milion na Boże Narodzenie

Zaczął się grudzień, a wraz z nim oczekiwanie na Boże Narodzenie. Moi pomysłowi uczniowie przechodzą samych siebie, kiedy pytam, co chcieliby robić na ostatnich zajęciach. 
Część zdecydowała się na świąteczny film i dekorowanie pierników (które oczywiście od razu zjemy). Część chciałaby robić świąteczne kartki, które sobie wyślemy- bo "nigdy nie dostałem żadnego listu". A inni chcą grać. I tu, metodą burzy mózgów, powstał pomysł na bozonarodzeniowych milionerów.
Uczniowie w domu przygotowują pytania z kilkoma wariantami odpowiedzi, a ja wycinam "koło ratunkowe". Pytania, które wymyślą, mają posegregować na łatwe, średnie i trudne. Mają więc nie lada zadanie przed sobą, a pierwsze efekty już mamy. Ich pytania wpisuję w learningapps (jeśli jeszcze nie znasz tej strony, to biegnij tam szybko- pokochasz i nie porzucisz po wykorzystaniu). Na ostatnich zajęciach będziemy grać właśnie w "Milionerów", a za pieniądze posłużą nam banknoty z Monopoly (po rewaloryzacji, oczywiście). 
Do tego planuję wykorzystać fanty, które zostały mi z ubiegłego roku, kiedy dzieciaki za wypełniony kalendarz adwentowy mogły wybrać nagordę- teraz te fanty wycenię i będą mogły na koniec kupić jeden. Jeśli zabraknie fantów, wezmę po prostu pierniki i będziemy walczyć o ciasteczka ;)To podniesie nam atmosferę  i sprawi, że rzeczywiście będzie o co walczyć, dlatego też już od pierwszych grudniowych zajęć uczymy się o świętach, potrawach, o św. Mikołaju i innych tradycjach. 
Chcecie spróbować? Zapraszam:
Kolejne linki w najbliższym czasie :)

poniedziałek, 25 listopada 2019

Jesienne przemyślenia o relacjach

Myślę, że szczególnie nauczyciele języka ojczystego mają przed sobą niełatwe zadanie, jeśli idzie o integrację grupy. Dzieciaki spotykają się tylko raz w tygodniu i to na określony czas z okreslonym przez nauczyciela scenariuszem zajęć. Nie jest łatwo w takim środowisku zbudować dobre, pełne koleżeństwa relacje. Miałam ostatnio taką sytuację: zajęcia w pierwszej grupie przedłużyły się, już wchodziła następna grupa, ale chłopcy stanęli dęba: "Co on tu robi? Ja nie chcę z nim być na polskim!", krzyczeli. Udawalam oczywiście, że nie wiem o co chodzi. Zareagowali tak na jednego chłopca, który ma renomę niezłego ziółka w całej szkole. Natomiast u mnie na zajęciach, choć próbuje różnych rzeczy, jest raczej okej i posłuszny. Dopiero kiedy dotarł trzeci chłopiec z drugiej grupy, powiedział tym krzyczącym: "Okej, on może tu być. Odkąd chodzi na polski już tak mnie nie bije i nie przezywa". Byłam w szoku. Czyli da się zbudować dobre, koleżeńskie relacje!?!

Chciałabym przedstawić Wam kilka tricków na budowanie zgranej grupy. Nie jestem ekspertem, jednak mam nadzieję, że kilka pomysłów wyda Wam się ciekawych i ułatwi Wam pracę- bo dobre relacje w grupie, to podstawa i wszystkim wtedy pracuje się łatwiej:
  • urodziny- notuję w kalendarzu które dziecko kiedy ma urodziny i jeśli wypadają w dzień zajęć, to robimy "imprezkę"- gramy, śpiewamy 100 lat, mamy jakiś poczęstunek. Jeśli wypadają w inny dzień, to tylko śpiewamy 100 lat. Zawsze wyraźnie składam życzenia solenizatnowi i pytam, czy inni już zdążyli złozyć życzenia- jeśli nie, to mają okazję. Przy tej sposobności uczymy też kultury i obyczajów z Polski.
  • święta- kiedy robimy kartki, wyklejanki itp., to ustalamy, że każdy robi dla kogoś i na koniec wymianiamy się. Czasem ja robię dla każdego, a dzieciaki wymieniają się między sobą. Teraz robimy wspólnie kalendarze adwentowe (mikołaj z brodą na 24 cm, gdzie wpisane są dobre uczynki) i uczniowie też się nimi wymienią (będziemy losować).
  • ostatnie lekcje przed świętami lub końcem roku robimy imprezę- każdy coś przynosi, częstujemy się wzajemnie, wspólnie wymyślamy, co chcemy tego dnia robić. Ostatnio na zakończenie chcieli w jednej grupie balony i tańce, w innej spacer- wszystko jest do zrobienia :)
  • gaszenie konfliktów w zarodku- reaguję od razu, kiedy usłyszę "brzydkie" słowo, wyzwiska, kiedy widzę popychanie, niekoleżeńskie zachowanie. Nie zamiatam pod dywan, nie udaję, że nie słyszałam i nie widziałam. Wyjaśniamy od razu co kto zrobił i dlaczego. Wyjaśniam, że to nie jest zachowanie, jakie jest akceptowane na moich zajęciach- mamy fajnie i się dużo śmiejemy, ale jeśli będziemy się bić i wyzywać, to nikt nie będzie chciał być z nami w drużynie. Uczniowie nauczyli się już sami reagować i wyjaśniać w ten sposób. Jeśli ktoś uparcie nie chce przeprosić, to po prostu czekam- w końcu sam/a zauważy, że grupa ją/jego wyklucza. Uczę też, że jeśli przepraszamy, to należy patrzyć komuś w oczy i powiedzieć za co się przeprasza. Osoba pokrzywdzona może powiedzieć, czy przyjmuje przeprosiny, a jeśli nie, to dlaczego.
  • wzmacnianie dobrych zachowań- chwalę uczniów, kiedy prawidłowo reagują, kiedy mówią, że poszukają innych i zawołają na polski, kiedy dają wiele pomysłów/odpowiedzi na lekcji itd.
  • pomaganie- zachęcam lub proszę uczniów, aby pomogli innemu: wyjaśnij mu to swoimi słowami, opowiedz mu o tym po szwedzku (dwie pieczenie na jednym ogniu), pokaż mu jak to zrobić, zrób to z nim itd. Uczniowie czują się odpowiedzialni za siebie nawzajem i nie boją się prosić o pomoc, kiedy czegoś nie wiedzą.
  • czytanie i współne pracowanie- czasem robimy lekcje, że uczniowie czytają dla siebie nawzajem albo czytają "kto głośniej"- przy tym jest masa śmiechu... Tworzymy drużyny kto z kim, kiedy gramy; wspólnie robią grę lub kahoot, wspólnie piszą opowiadanie itd. Wszystko przy poszanowaniu zdania drugiej osoby i szukaniu kompromisu.
Wiem, że nie odkrywam tu Ameryki i większość z Was stosuje podobne metody. To, na co jednak chciałam zwrócić uwagę, to stosunki, jakie panują u nas na zajęciach. Jeśli będziemy często udawać, że nie widzimy problemu, stracimy ucznia. Nie z lekcji, ale z serca. 

wtorek, 15 października 2019

Moje miejsce na Ziemi

W tym roku szkolnym  pracuję z "kursem" dla klas 4-9: Moje miejsce na Ziemi. Moduły do kursu ułożone są rosnąco- od zajęcia się jednostką, poprzez mniejszą społeczność po ogólnopolską. Poszłam za ciosem i doprawiłam do tego kolejny moduł, gdzie nie zajmujemy się teraźniejszością ani przeszłością, ale przyszłością. We wszystkich szkołach, w których prowadzę ten kurs, uczniowie przyjęli go z entuzjazmem i rzeczywiście fajnie pracują nad kolejnymi etapami. W większości szkół udało mi się dodać ich do Classroom, dzięki czemu mają dostęp do materiałów cały czas i mogą komunikować się z uczniami z innych rejonów gminy. W każdej grupie, zanim zaczniemy działać, uczniowie wyrażają swoje pomysły na dany moduł, więc to, co prezentuję Wam tutaj, jest tylko szkieletem, na którym można zbudować świetne zajęcia, a który też można dowolnie modyfikować. I tak na przykład w jednej ze szkół uczniowie już załatwili dostęp do kuchni i będziemy z gotowych półproduktów przyrządzać ich potrawy regionalne. W innej każdy zapowiedział, że przyniesie coś gotowego i zrobimy fest. Bardzo spodobał im się pomysł teatrzyku i montowania filmów, więc część lekcji poświęconych będzie na sprawy techniczne, ale tu pamiętam o zasadzie: zaangażowany uczeń, to uczący się uczeń. A i ja przy okazji poznam nowe, ciekawe triki do dalszej pracy. 

Cztery z pięciu modułów opierają się na ustnych prezentacjach. Dla kilkorga z moich uczniów jest to bariera nie do przeskoczenia- boją się publicznych występów. Poszliśmy na kompromis- przynajmniej jeden muszą zrobić na żywo (muszę słyszeć i widzieć ich mowę spontaniczną), a pozostałe mogą zrobić z podkładem dźwiękowym lub jako pełny film. Ci, którzy boją się ośmieszenia (z różnych powodów), będą mogli prezentować tylko przede mną i np. wybranym kolegą. 

Zasady oceniania są dla moich uczniów osobnym dokumentem, którego tu nie prezentuję w szczegółach- być może dla Was co innego będzie ważne. To, co jednak istotne, to zapoznanie uczniów z tymi zasadami przed przystąpieniem do zajęć, aby wiedzieli na czym się skupić. Udostępniłam też moim uczniom gotowe szablony prezentacji, gdzie poukładałam informacje w logiczny sposób- takie "gotowce" dostaną w klasach 4-6. 
Na razie w większości szkół jesteśmy jeszcze przy module 1, w niektórych jesteśmy przed prezentacją, a w niektórych już jesteśmy na 2. Wszystko zależy od tempa pracy uczniów, dostępu do komputerów, czasu, jaki mamy w grupie. Myślę jednak, że warto z góry wyznaczyć razem z uczniami czas realizacji- nie zrobiłam tego wszędzie przy module 1 i mam wrażenie, że zajmuje nam to zbyt wiele czasu, choć muszę przyznać, że imponują mi znajdywane przez uczniów informacje.

Częstujcie się i nie zapomnijcie wspomnieć skąd to macie ;)
<Moje miejsce na Ziemi>
<Prezentacja o nazwach miejscowych>

piątek, 16 sierpnia 2019

Co zamiast "Gdzie byłeś w wakacje?"

Szwedzka szkoła od dawna odchodzi od pytania o wakacje, aby dzieci nie porównywały zasobności portfeli swoich rodziców. A co robimy my na polskim? Jak zapytać o wakacje, aby nikogo nie urazić?

Można pomyśleć: przecież nie ma w tym nic złego. My też opowiadaliśmy o swoich wakacjach na pierwszych zajęciach i nikt od tego nie umarł. Pomyślmy jednak, że czasy się zmieniły- dzisiaj wszystko jest na facebookach i instagramach, liczy się ilość lajków, a co chwilę scrollowana tablica przypomina o tym, że ktoś miał lepiej. My nie umarliśmy od pytania o wakacje, ale współczesne dziecko czy nastolatek jest zewsząd bombardowane zdjęciami i zameldowaniami z najdziwniejszych miejsc. Nikt nie chce się pochwalić spaniem pod namiotem i jedzeniem konserw...
Jak jednak rozmawiać o wolnym, nie pytając o destynację?
Nigdy nie proszę, aby każdy opowiedział o swoich wakacjach. Proszę uczniów, aby opowiedzieli o najmilszym wspomnieniu, nie mówiąc w jakim kraju rzecz się działa-  bo odpoczywać na sofie czy na rowerze można wszędzie. Proszę, aby opowiedzieli o tym, co było wokół, jakie barwy im się kojarzą z tym miejscem, co czuli nosem, co słyszeli uszami. Pytam, dlaczego akurat to wspomnienie opowiedzieli. Często sami są zaskoczeni, że opowiedzieli o czymś, niekoniecznie bardzo fascynującym, ale im zapadło w pamięć, bo towarzyszyli temu jacyś szczególni ludzie, odbyła się jakaś ważna/śmieszna rozmowa itd.
Jeśli mam czas i możliwość, proszę o narysowanie komiksu- może obejmować całe wakacje lub najfajnieszy ich dzień. Mogą dodawać dialogi/ chmurki  lub podpisywać kolejne wydarzenia. Podczas prezentacji nikt nie zadaje pytań, na koniec każdy może dopytać o to, co go szczególnie zainteresowało. I, co zaskakujące, uczniowie nie pytają o to, gdzie byłeś/aś, ale o to z kim byłeś, co kupiłeś, co przywiozłeś z wakacji, czy chcesz tam jeszcze pojechać?
Ponieważ wiem, że nie wszystkich stać na wysłanie dzieci na kolonie, proponuje uczniom, że oprócz tego, że mogą opowiedzieć o swoich wakacjach, najmilszym dniu, mogą opowiedzieć o wymarzonych wakacjach. Mogą mieszać rzeczywistość z fantazją. Przecież nie oceniam tego, gdzie byli i co robili, a to, jak opowiadają i utrzymują kontakt ze słuchaczami.

W młodszych klasach świetnie sprawdza się lekcja z wakacyjną pamiątką- dzieciaki przynoszą kamienie, muszelki, zdjęcia, gadżety, pióra, czapki itp. Zanim pokażą je innym, opisują ich wygląd, formę, barwę itp., a słuchacze zgadują co zostało przyniesione. Czasem ustalamy sobie, że są tylko 3 podpowiedzi i na ich podstawie trzeba zgadnąć. Jest naprawdę wesoło i dzieciaki wzajemnie się słuchają.

W klasach 2-5 zamierzam w tym roku zarać w wakacyjną grę. Przygotowałam prosta planszę i dwanaście pytań, które przed lekcją będę tasować i układać w dowolnej kolejności. Na planszy jest 12 liczb, z których każda oznacza inne pytanie- jeszcze nie wiem, czy będę numerować kartki, czy po prostu ustalę z dzieciakami, że pierwsza od lewej czy według wskazówek zegara to pierwsze pytanie itd.
Planszę do gry znajdziecie <tutaj>, a karty z pytaniami <tutaj>.
W klasach najstarszych proszę, aby przed lekcją przysłali mi jedno zdjęcie z wakacji. Czasem proszę o to w tajemnicy przed uczniami- rodziców i mam efekt zaskoczenia ;) Może to być zdjęcie ludzi, psa czy morza- obojętnie. Coś, co im się kojarzy. Jakieś zdjęcie każdy ma z tego czasu- ono nie musi być fascynujące. Zdjęcia przeglądam przed lekcją, układam w prezentacji i dopisuję kilka pytań, które mają rozbudzić ciekawość i nauczyć inaczej patrzyć na zdjęcia. Jeśli dostanę zdjęcie ślimaka, uczniowie mają za zadanie np. wybrać dla niego imię, podać wiek, wymyślić z kogo składa się jego rodzina i dokąd akurat zmierza. Wybierają np. jedną malinę ze stosu malin i starają się jak najdokładniej opisać ją, aby inni mogli zgadnąć, którą opisuje. Jeśli jest to zdjęcie przyjaciół czy rodziny, to dorysowujemy chmurki i możliwe teksty rozmów lub marzenia tych osób- odczytujemy z twarzy, z pozy, miejsca jakie zajmują i gdzie są itd. Jeśli jest to zdjęcie morza opowiadamy o tym, co jest na zdjęciu i wymyślamy: czego nie ma. Raz otrzymałam zdjęcie bardzo czerwonej wody. Uczniowie wymyślili całą historię zbrodni i motywu działania zabójcy, ostatnie słowa ofiary. Nigdy nie mówimy, które zdjęcie jest czyje. Nie zajmujemy się tym, co ktoś robił, ale co my widzimy na zdjęciu. Niektórym zdjęciom wymyślamy tytuły. Jaki Wy byście wymyślili dla zdjęcia obok? 

W tym roku będę prosić uczniów klas 6-9 o wybranie jednej piosenki, którą szczególnie mocno pamiętają z wakacji (zaznaczę, że najlepiej, jeśli to będą polskie piosenki). Będziemy opowiadać o czym są te piosenki, będziemy zgadywać dalsze słowa, układać kolejne zwrotki, jeśli się uda. Chcę, aby uczniowie zapamiętywali ludzi i emocje, a nie miejsca i ilość lajków. 
O wakacjach można więc mówić na wiele sposobów i tak, aby uczniowie mieli okazję lepiej się poznać, zapamiętać o sobie więcej, przeżyć na nowo jakieś chwile czy dni, zaangażować się w rozmowę. A i ja, jako nauczyciel czuję, że takie lekcje mają o wiele większy sens niż zwykłe pytanie "Gdzie byłeś w wakacje? Co robiłeś w wakacje?". 

czwartek, 15 sierpnia 2019

Jak zbudować schemat i nie zwariować?

Największą zmorą nowego roku szkolnego jest zbudowanie schematu. Myślę, że jeśli ma się 5 szkół, to nie jest to aż takim wyzwaniem, jednak do tej pory (pracuję od 8 lat jako nauczyciel języka ojczystego) zawsze miałam ich więcej niż 10- nieraz i 15, 18... Układanie schematu zajmuje mi nieraz kilka tygodni i mojego niemęża przestał już dziwić stos dziwnych kartek i karteczek poukładanych w różne konfigiracje... Jestem bardzo ciekawa, jak radzą sobie z tym inni nauczyciele- czy też spędza Wam to sen z powiek? Jedyne, co poztywne, że nie muszę być uzależniona od komunikacji miejskiej, jak to było na początku- wówczas plan zajęć często podyktowany był odległościami od przystanków oraz odjazdami autobusów i pociągów. Na szczęście- ten koszmar mam za sobą i szczerze podziwiam tych, którzy pracując na cały etat w kilkunastu szkołach, wciąż zdają się na łaskę i niełaskę komunikacji publicznej...
Układanie schematu zaczynam oczywiście od tego, że dostaję informację: w której szkole ilu mam uczniów i ile czasu mogę przeznaczyć na lekcję. Następnie zbieram plany zajęć uczniów- część jest dostępna na platformach typu SchoolSoft czy InfoMentor lub na stronach szkoły. Jeśli tam ich nie ma- wybieram się do szkoły i proszę o plany lekcji w sekretariacie. Często bywa tak, że szkoła nie jest gotowa z planami w pierwszym czy nawet drugim tygodniu pracy, więc w dalszej kolejności proszę rodziców lub wychowawców klas o przekazanie mi planu lekcji. 
Kiedy mam plany lekcji, wysyłam do rodziców wiadomość z prośbą o wskazanie dnia, który absolutnie im nie pasuje ze względu na dodatkowe zajęcia dziecka. Zaznaczam wyraźnie, że powody typu "dziecko chce dłużej spać/kończy wcześnie i nie chce mu się czekać", nie są brane pod uwagę, jeśli nie wynikają z jakichś medycznych uzasadnień.
Mam plany lekcji, mam dni, które potencjalnie pasują. Zaczynam rozpiskę: szkoła-uczniowie-godziny zakończenia zajęć- skreślanie niepasujących dni tygodnia, jeśli wpływają na całą grupę. Nieraz to karkołomna praca, bo np. dni treningów zmienią się, albo dojdą nowe, pasuje tylko do 16... Do tego dochodzą układane w tym samym czasie dodatkowe atrakcje ze świetlicy i nieraz dochodzi do dramatów, kiedy muszę dziecko zabrać z uwielbianej przez nie gimnastyki, aby siedziało z nami w ławce, w ciasnym i dusznym pomieszczeniu... Zdarza się też, że nawet jeśli ustalę z rodzicami dzień i godzinę zajęć, to szkoła w tym czasie nie może zagwarantować nam odpowiedniego lokalu... 
Staram się też brać pod uwagę odległość między szkołami i tak planuję schemat, aby jednego dnia mieć lekcje w bliskich sobie szkołach. Życie potem to weryfikuje i tylko ode mnie zależy, czy znowu narażę się uczniom i rodzicom, chcąc zmienić plan.

Kiedy uda mi się odnaleźć sens w tym szaleństwie, wysyłam rodzicom informację z planowanym dniem i godziną zajęć. Zaczynam od najbardziej newralgicznych, czyli tych, którzy albo w poprzednich latach mieli najpóźniej zajęcia, albo narzekali najwięcej, albo mają najwięcej zajęć oraz od tych, którzy danego dnia mieliby mieć zajęcia jako pierwsi- jeśli potwierdzą, że pasuje, piszę do następnych i następnych... Jest to czas, kiedy mój telefon aż czerwienieje od ilości przychodzących wiadomości smsowych i e-mailowych, ale bez tego mogłoby byc jeszcze trudniej. Pomaga mi to też zweryfikować, czy czegoś nie przegapiłam- nie chcę nigdy, aby zajęcia polskiego kolidowały z czymś, co jest ważne dla ucznia.

Następny etap pracy nad schematem, to rezerwowanie sal w sekretariatach- wysyłam wiadomość e-mail z dokładną listą uczniów, dniem i godziną oraz z prośbą o jak najlepszy lokal. Większość szkół odpowiada w ciągu 1-2 dni, do innych i tak trzeba pojechać, bo najzwyczajniej mają mnie gdzieś. Taki urok.
<Tutaj> znajdziecie szablon do planowania zajęć- dla mnie jest najwygodniejszy i z łatwością nakładam na niego kolejne lekcje- już tradycyjnie za pomocą linijki, ołówka i kredek ;) 
<Tutaj> znajdziecie "wizytówkę" w pdf, jaką zostawiam w szkole wychowawcy (klasy młodsze), rodzicom i uczniom. Proszę, by mieli to w widocznym miejscu i za każdym razem informowali mnie o nieobecnościach, bo nie zawsze mogę to sprawdzić w szkolnym systemie...

Tytuł posta: Jak zbudować schemat i nie zwariować? Hmmm, nie da się. Amen.

piątek, 14 czerwca 2019

Nazwij kogoś na literę D, kto wymyśla zabawy

Pewnego pięknego, raczej nie słonecznego poranka, siedząc w aucie w drodze do pracy i słuchając radia, wpadłam na genialny pomysł. Chwalę się, bo już wakacje ;)
Gra jest genialnie prosta w przygotowaniu i w zasadzie nawet nie trzeba jej specjalnie przygotowywać, ale zawsze to jest bardziej atrakcyjne, kiedy coś w ręku mamy iwygląda jak gra.

"Nazwij coś..." polga na tym, że uczniowie mają podać pierwszą możliwą odpowiedź do zadania np. "Nazwij coś na literę K, czym można jeździć", "Nazwij kogoś na literę D, kto jest wysoki" i tym podobne. Uwierzcie mi, że padną odpowiedzi, jakich się nie spodziewaliście, które będą jednoczesnie śmieszne, mądre i sprytne. Za dobrą odpowiedź uznajemy to, co jest logiczne, a więc np. "komar" nie będzie pasować do naszej zagadki. W razie wątpliwości możemy zapytać uczniów, czy akceptują odpowiedź. Na niektóre zagadki mogą nie znaleźć odpowiedzi. Zasada jest, że liczą sie tylko odpowiedzi po polsku. Zabawa przebiega całkowicie spontanicznie, nie liczymy żadnych punktów, nie zapisujemy żadnych odpowiedzi. Możemy zrobić ją na początek jako rozgrzewkę dla mózgu lub na zakończenie, jako np. podsumowanie pracy o rzeczowniku czy zasad ortograficznych. 

Znalezione obrazy dla zapytania karteczki notes<Tutaj> znajdziecie karty do gry w formacie pdf
<Tutaj> karty jako zdjęcia, czyli mniejszy format, który można powklejać w Worda. Jeśli je zalaminujemy, posłużą nam dłużej. Ja zrobiłam swoje na zwykłym pliku karteczek. Uczniowie, którzy chcieli, dostali też kilka i zapisali swoje propozycje.
Załączyłam dwie puste karty. Moi uczniowie chętnie wymyślali własne zagadki i zgadywaliśmy je na tej samej lub następnej lekcji. Było to doskonałe ćwiczenia słuchania ze zrozumieniem, prawidłowego odczytywania głosek, wzbogacania słownictwa, poznawania się. Przede wszystkim- świetna zabawa, która wymaga odrobiny fantazji :)

piątek, 31 maja 2019

Lekcje otwarte

Udane nauczanie języka ojczystego w dużej mierze opiera się na dobrej współpracy nauczyciela z rodzicami. To rodzice pokazują nam, w jakim zakresie dziecko opanowało język- jest to pierwsze pytanie, jakie zadaję opiekunom moich nowych uczniów. Kiedy słyszę "staram się mówić po polsku" wiem, że oznacza to kłopoty. Informacja, że "czytamy książeczki, jeździmy do babci i rozmawiamy przy śniadaniu" także bywa niepokojąca i najczęściej oznacza bierną znajomość języka. Rodzic, który nie wstydzi się swoich osiągnięć na polu wielojęzyczności dziecka, od razu pochwali się tym, że dziecko mówi, rozumie, że język jest aktywny. 

Drugim etapem "diagnozowania" ucznia są dla mnie lekcje otwarte. Organizuję je 2-3 razy w roku: na początku, najczęściej pierwsza lekcja; przy okazji Bożego Narodzenia, Wielkanocy oraz na zakończenie roku szkolnego- jakiś Dzien Mamy i Taty lub ostatnie zajęcia. Frekwencja jest połowiczna. Mam rodziców, którzy zawsze przychodzą, mam takich, których jeszcze nie spotkałam. Lekcje otwarte to doskonała okazja do tego, aby zobaczyć, czy rodzice rzeczywiście rozmawiają ze swoimi dziećmi po polsku- będzie to naturalna relacja między nimi. Rodzice, którzy zaniedbują tego, mają też okazję zobaczyć, jak inni to robią. Poznają lepiej dzieci, z którymi ich pociecha się uczy, poznają innych, polskojęzycznych rodziców, wymieniają się doświadczeniami. 
Lekcje otwarte to też korzyść dla samych uczniów- czują się wzmocnieni, kiedy ich mama czy tata przychodzą i mówią z innymi po polsku, kiedy mówią do nich (lub udają...). Dzieciaki czuja dumę, że ich rodzic/e, ale też czasami babcie/dziadkowie, mogą być na lekcji. Zawsze też są to nieco inne lekcje- poznajemy się, gramy, bawimy, śpiewamy kolędy, dekorujemy ciastka, gramy mecz itd. Taki minipiknik polonijny. I dzieciaki starają się jeszcze bardziej mówić po polsku, by nie wypaść gorzej przed innymi.

Na początku roku szkolnego informuję też rodziców, że  są zawsze mile widziani na lekcjach. Proszę o wcześniejsze zgłaszanie albo nieraz sama wciągam rodzica na lekcje. Zaznaczam jednak, że jest bardziej obserwatorem niż rodzicem. Raz miałam nieprzyjemną sytuację, że rodzic cały czas poprawiał dziecko, co powodowało coraz większe napięcie w klasie... To też jednak coś pokazało- rodzic, który mało czasu poświęcał pod względem językowym, przyjął rolę nauczyciela. Miałam też sytuację, kiedy rodzic w ogóle nie reagował na zachowanie dziecka- przeklinanie, krzyczenie, udawanie, że do wszystkich strzela... Najczęściej, na szczęście, rodzice są po prostu rodzicami- wspólnie z dzieckiem dekorują, bawią się, są w jednej drużynie. Dziecko widzi rodzica z innej perspektywy.

O co mi chodzi w tym wpisie? Im więcej osób jest zaangażowanych w lekcje, tym lepiej. Nie tylko zadawanie prac domowych i słowa "mama ci pomoże"- aktywne, wspólne przyżywanie lekcji, zabaw i gier. Wszystkie dzieci, których rodzice przychodzą na takie lekcje, robią postępy, czują się odpowiedzialne za lekcję i jej przebieg- planujemy razem, przygotowujemy zaproszenia papierowe lub sms/e-mail, relacjonujemy, co się będzie działo. 
A ja, jako nauczyciel, mam tak naprawdę "wolne" na tej lekcji- uczniowie i rodzice przejmują inicjatywę i wykorzystują wspólny czas. Rozmawiamy i poznajemy się, dzięki czemu uczniowie widzą, że język może być aktywny, jest narzędziem komunikacji.

środa, 15 maja 2019

Zaflipowana lekcja

Ponieważ kahoot już mi się znudziło (nie, nie uczniom, niestety), postanowiłam poszukać innego narzędzia wykorzystującego nowe technologie. Szybko pokochałam (tak, uczniowie też!) FlipQuiz.
Obsługa FlipQuiz jest bardzo prosta i intuicyjna:
1. Wchodzimy na stronę flipquiz.com i zakładamy konto/ logujemy się;
2. Wybieramy w prawym górnym rogu "Create Board", jeśli chcemy utworzyć nową planszę lub "My dashboard", jeśli chcemyzajrzeć do już utworzonych;
3. Po kliknięciu na "Create", podajemy na nowootwartej stronie tytuł planszy, jaką chcemy utworzyć, np. "II wojna światowa", "Rymy" itp.. Potwierdzamy przyciskiem "Create and continue";
4. Możemy wybrać do sześciu kategorii, a każda z nich może być podzielona na 1-5 pytań/zadań o różnej wartości/ różnym stopniu trudności. Na pomarańczowym pasku "Category titel" podajemy nazwę kategorii, np. "Samogłoski". Po lewej stronie mamy zielony pasek z nadanym tytułem i znak + Add Category, jeśli chcemy dodać następną kategorię i ją nazwać.
5. W każdej kategorii możemy zadać do pięciu pytań i napisać do nich odpowiedzi, ale nie jest to wymagane. Jeśli wpiszemy odpowiedź, to w czasie gry można ją sprawdzić/porównać "Answer" z odpowiedzią ucznia. Pytania wartościujemy od najłatwiejszego do najtrudniejszego w każdej kategorii.
6. Potwierdzamy utworzenie planszy "Done", jeśli skończyliśmy lub "Save", jeśli chcemy później dopracować. Przycisk "Done"zakończy, ale nie uniemożliwi dalszej edycji!
7. Grę możemy od razu edytować po zapisaniu lub od razu zagrać "Play" na górze strony po zapisaniu.
Bildresultat för flipquizSpróbuj sam/a- przygotowałam FlipQuiz dla Ciebie: https://flipquiz.com/review/114446/

Ogromną zaletą FlipQuiz jest jego bezpłatność i  szybkość przygotowania plansz oraz możliwość korzystania w każdej chwili- na kahoot trzeba się zgrać w czasie i widzieć planszę przed sobą. FlipQuiz pozwala na zabawę wszędzie i o każdej porze- uczniom, z którymi mam studiehandledning, przygotowuję FlipQuiz w ramach powtórki przed sprawdzianem i przesyłam im link. Chcą, to grają i się uczą, nie to nie.
Ciekawe jest także róznicowanie pytań/zadań- uczniowie mogą zdobywać punkty lub grać dla zabawy, ale wybierając samemu poziom trudności. Ci słabsi będą wybierać za 100, a odważniejsi za 500, ale każdy będzie próbował też trudniejszych- łatwiejszych, aby się sprawdzić. Nie ma ograniczonej liczby znaków, więc możemy pisać zarówno długie pytania, jak i długie odpowiedzi. Po kliknięciu za wartość, wyświetlane pytanie i odpowiedź mają dużą, czytelną czcionkę.
Możemy włączyć timer, który będzie odmierzał 30 sekund na każdą odpowiedź. Timer możemy zatrzymać w każdym momencie lub wcale z niego nie korzystać. 
Minusem jest, że nie ma możliwości "podłączenia" uczniów i wirtualnego zliczania ich punktów (chyba że w wersji płatnej), dlatego musimy mieć jakąś kartkę lub tablicę pod ręką, jeśli gramy na punkty.
Kilka propozycji, jak wykorzystać FlipQuiz znajdziesz tutaj:
w młodszych klasach trenowaliśmy głoski świszczące, więc zagraliśmy:
uczniowie podawali też własne słowa do gry:
i układaliśmy Świszczące opowiadania:
w starszych klasach obejrzeliśmy film Historia bez Cenzury- Polacy zajebisty naród 2 i zagraliśmy
Zaletą jest więc też brak potrzeby logowania się, wpisywania kodów itp. Szybko i skutecznie! 
W FQ możemy tworzyć instrukcje, sprawdziany, sprawdzać czytanie ze zrozumieniem, słuchanie ze zrozumieniem, tworzyć gry inegracyjne i wiele więcej. Zachęcam do korzystania z tego narzędzia na zajęciach, a przekonacie się sami, jak dobrze można je wykorzystać, by pomóc uczniom uczyć się.

wtorek, 30 kwietnia 2019

Warsztaty metodyczne

W ubiegłym roku wzięłam udział w tych 2-tygodniowych warsztatach metodycznych- najlepiej spędzony czas wakacji! Niezwykle pomocne wykłady (nie wszytskie, ale wiele), wspaniali ludzie z całego świata (nooo, z ośmiu krajów), arcyciekawe wycieczki do miejsc, w których jeszcze nie byłam i wiele innych atrakcji: ognisko z góralskim zespołem, dyskoteka, kurs tańców narodowych, wspólne śpiewanie... Naprawdę polecam!

Info o tegorocznej edycji: 

Województwo Małopolskie i Małopolska Szkoła Gościnności im. Tytusa Chałubińskiego w Myślenicach od sześciu lat wspólnie organizują „Warsztaty metodyczne języka polskiego dla nauczycieli polonijnych”, prowadzone przez Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. Celem warsztatów jest podniesienie umiejętności dydaktycznych osób uczących języka polskiego, pogłębienie wiedzy z zakresu języka polskiego i zapoznanie z nowymi metodami nauczania. Zaproszenie jest skierowane do osób czynnie uczących języka polskiego, które mogą pochwalić się osiągnięciami dydaktycznymi i pragną podnieść swoje kwalifikacje i znają język polski co najmniej na poziomie B1. W pierwszej kolejności będą brane pod uwagę zgłoszenia osób, które nie brały udziału w edycjach warsztatów z lat ubiegłych.

Tegoroczna edycja warsztatów metodyczno-językowych została zaplanowana w terminie 24 czerwca - 7 lipca. Zajęcia odbędą się w Krakowie i Myślenicach.

W ramach warsztatów przewidzianych jest 46 godzin zajęć dydaktycznych (42 godziny lekcyjne na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, 4 godziny lekcyjne w szkole w Myślenicach). Dodatkowo, program edukacyjny będzie uzupełniony licznymi wycieczkami (m.in. Kraków, Wieliczka, Wadowice, Zakopane).

Organizator pokrywa całkowity koszt pobytu (wyżywienie, zakwaterowanie), warsztatów językowych oraz wycieczek. Niestety nie jest możliwe sfinansowanie kosztów transportu uczestników do Polski i z powrotem (po stronie uczestnika warsztatów pozostaje pokrycie kosztów podróży do docelowego miejsca pobytu - Myślenic i drogi powrotnej).

Serdecznie zapraszamy chętnych nauczycieli do zgłoszenia się do udziału w warsztatach językowych. Możliwy jest przyjazd do Myślenic także po 24 czerwca, w dogodnym dla siebie terminie.

Zgłoszenia uczestników do udziału w warsztatach proszę przesłać do dnia 20 maja br. na adres mailowy: Michal.Plaza@umwm.pl W zgłoszeniu bardzo prosimy o przesłanie swojego CV oraz danych kontaktowych - numeru telefonu i adresu mailowego. Do 24 maja br. poinformujemy wybranych kandydatów o zakwalifikowaniu do udziału w warsztatach. W załączeniu regulamin warsztatów.

Jeśli znaliby Państwo kogoś, kto mógłby być zainteresowany udziałem, to bylibyśmy bardzo wdzięczni za przekazanie informacji o warsztatach! Dziękuję za ew. pomoc, bardzo miło wspominam zeszłoroczne warsztaty!

Pozdrawiam,
Michał Płaza
Specjalista
Zespół Współpracy Międzynarodowej
tel.: +48 12 61 60 530

Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Departament Kancelaria Zarządu
ul. Zacisze 7, 31-156 Kraków, tel.: +48 12 61 60 959
Adres korespondencyjny: ul. Racławicka 56, 30-017 Kraków
www.malopolska.pl fb.com/lubiemalopolske

środa, 10 kwietnia 2019

Lektury na lekcji

Lektury na lekcji języka polskiego jako ojczystego to wcale nie taka łatwa sprawa- nie dość, że spotykamy uczniów tylko raz w tygodniu na bardzo krótki czas, to jeszcze nie zawsze mamy dostęp do kilku egzemplarzy tego samego dzieła. Nie ma też co ukrywać, że słowo "lektura" nikomu nie kojarzy się dobrze. 
Postanowiłam jednak spróbować "wcisnąć" w jednej szkole, gdzie mam uczniów z klas 7-9, lektury. Zaczęłam od lżejszego formatu- dostali do czytania "Baśniobór" i "Władcę Lewawu"- każdy inną powieść, właśnie dlatego, że każdej mam tylko po jednym egzemplarzu... Żeby było śmieszniej, to jeden z uczniów dostał do czytania drugą część serii, bo pierwszą dostał ktoś inny... 
Uczniowie czytali powieści w domu przez około 4-6 tygodni. W tym czasie na zajęciach pracowaliśmy nad recenzją- zbierali informacje o autorze, kompletowali wiedzę o gatunkach literackich, a z czasem dopisywali kolejne fragmenty dotyczące języka, postaci czy głównych wątków. Plan recenzji omawialiśmy kilkakrotnie, pracowaliśmy nad dostosowaniem języka do formy- mieliśmy bardzo dużo pracy stylistycznej. Zasady oceniania recenzji znajdziecie <tutaj>. Uczniowie otrzymali też plan recenzji i checklistę, aby mieć pewność, że nie pominą żadnego elementu tej formy wypowiedzi- sprawdź <tutaj>. 
Gotowe prace spełniły kryteria, uczniowie otrzymali dobre oceny. Jednak aby trud włożony w przeczytanie powieści nie zakończył się na pisaniu, zorganizowaliśmy koło dyskusyjne, podczas którego dzieciaki prezentowały swoje lektury i porównywały ich treści. Ten moment wymagał konkretnego przedstawienia przebiegu lekcji- uczniowie dowiedzieli się, że całą rozmowę o książkach prowadzą sami. Ja usiadłam z dala- tak, aby słyszeć, ale też aby notować i nie stresować ich. Byłam poza ich wzrokiem i być może niektórym to pomogło, a niektórzy stracili grunt pod nogami. Okazało się jednak, że przez całą lekcję dyskutowali, porównywali, odnosili się do innych tekstów i własnych doświadczeń. Listę zagadnień, które mieli omówić dostali na tej samej lekcji, aby uniknąć sztucznego przygotowywania się. Całą listę wspólnie omówiliśmy, aby nie było wątpliwości, o co dokładnie w każdym punkcie chodzi. Wytłumaczyłam też, że wszystkie wypowiedzi są punktowane od 1-5 i że punktacja odpowiada ocenom E-A. Na koniec każdy z nich- na zasadach Eurowizji, jak sami to nazwali- przyznał punkty innym rozmówcom. Przyznawanie punktów odbyło się po cichu, aby nie wzbudzać niezdrowej rywalizacji czy sporów w grupie. 
Siedząc z boku, łatwiej mi było nie wtrącać się, nie podpowiadać, nie nakierowywać, nie ciągnąć za język. Chciałam usłyszeć, jak mówią, jak prowadzą dyskusję, jak rozumują i wyciągają ukryte na wierzch. Mogłam swobodnie notować i przyznawać punkty, a oni nie stresowali się tym, że ktoś coś notuje i te punkty przyznaje. Po skończeniu dyskusji, punkty przepisałam każdemu uczniowi na jego kartkę tak, aby wiedział, które momenty poszły bardzo dobrze, a które były niedopracowane.
<Tutaj> znajdziesz listę zagadnień do dyskusji oraz wzór punktowania. 

To, co uważam, że się udało: 

=uczniowie przeczytali współczesną powieść dla młodzieży,
=napisali recenzję,
=rozmawiali swobodnie o literaturze,
=zintegrowali się,
=wcisnęli mi swoje propozycje do przeczytania. Czytam :) 
To, co dopracuję następnym razem:
- dać książkę przed przystąpieniem do recenzji, ale plan recenzji dać razem z książką, aby mogli skupić się na istotnych spektach,
- skrócić czas pisania recenzji do max. 2 lekcji,
                                              - poprosić o zaznaczanie fragmentów, które moga przydać się do dyskusji.
Trójka uczniów, którzy byli testerami nowego pomysłu, potrzebowała około godziny na omówienie wszystkich punktów. Pod uwagę biorę więc możliwość skrócenia listy lub zaplanowania większej liczby lekcji na ten moment. W ogólnym rozrachunku wszyscy jesteśmy zadowoleni z tych lekcji.

środa, 3 kwietnia 2019

Polski gier

"Polski gier" to hasło wymyślone przez jednego z najbardziej zaangażowanych uczniów. Początkowo myślałam, żeby poprzytakiwać i zapomnieć o tym pomyśle, ale potem uświadomiłam sobie, jak to ciekawie brzmi.
B. chciał, aby to uczniowie sami przynieśli na którąś lekcję gry z domu. Miał nadzieję, że zamiast tych kilku/nastu minut mojej gry, będą mogli grać całą lekcję w kilka różnych gier przyniesionych przez wszystkich ;) 
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Plan polskiego opracowany przez B.
  Pomysł B. podjęłam na nowo, kiedy zrealizowałam z uczniami planowane tematy i nie chciałam zaczynać nowego, który byłby rozbity przez ferie. Pierwszy grę przyniósł właśnie B.- była to dla niego ogromna radość, że realizujemy jego pomysł i, że może nam pokazać swoją ulubioną grę. Na następny tydzień inny uczeń z grupy przyniósł grę od siebie, potem następny. Na grze schodziła nam cała godzina lekcji, którą mam w tej grupie.
Co udało nam się zrobić, oprócz tego, że mieliśmy najlepsze lekcje ever?
Uczeń, który przyniósł grę, był odpowiedzialny za lekcję- opowiadał, jak gra się nazywa, skąd ją ma i co najważniejsze- tłumaczył zasady gry. Czasem nie rozumieliśmy, więc pokazywał, ale zasada była, że nie może mówić po szwedzku. Mieszaliśmy więc język polski z językiem pokazywanym. Inni uczniowie, dopytywali, czy dobrze zrozumieli. Utrwalali słowa związane z grami, poznawali nowe. My, którzy graliśmy, musielismy zrozumieć instrukcję, dopytać. A potem była już tylko świetna zabawa. Ten, kto przyniósł grę był gospodarzem i musiał pilnować, by wszyscy przestrzegali zasad; objaśniał niejasności. Uczniowie poczuli się odpowiedzialni za lekcję, za grę, za grupę. Świetny sposób na integrację i wzajemne poznanie się. Wszyscy wychodzą z lekcji zadowoleni i "grożą", że wypiszą się z polskiego, jeśli nie będą mogli nigdy więcej miec takich zajęć ;)
Cóż dla mnie to czysty... odpoczynek ;) Żaden z uczniów nie pominął swojej kolejki! Dzięki pomysłowi B. poznałam gry, które mogę wykorzystać na innych lekcjach, a o jednej z nich- już wkrótce :D 

środa, 27 marca 2019

Kocham Polskę!

Dopiero teraz zauważyłam, jak dawno nie dodałam żadnego postu... Cóż- ostatni czas był dość intensywny i materiałotwórczy... Kilka nowych rzeczy znajdziecie w zakładkach Lekcje. Dzisiaj natomiast chciałabym opisać Wam grę o nazwie "Kocham Polskę".
Nazwa gry jest dość umowna, bo zamiast tego zwrotu możemy ustalić z grupą zupełnie inny- smutny, śmieszny, poważny- nie ma znaczenia, ale przy okazji możemy rozwinąć kreatywność i udoskonalić pamięć. Moja jedna grupa wymyśliła słowo "pompapalidoo", które zupełnie nic nie znaczy, ale zabawnie dla nich brzmiało i teraz nazywają tę grę  właśnie tak :)
Gra jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu i potrzebujemy jedynie kolorowych kartek i czegoś do pisania. Kartki tniemy na mniejsze bloczki i na każdym z nich piszemy po jednej stronie to, co chcemy utrwalić. Jeśli chcemy utrwalić samogłoski lub głoski szumiące, to przygotowujemy kartoniki z nimi plus z innymi głoskami. Jeśli utrwalamy przymiotniki, to zapisujemy przykłady przymiotników oraz innych części mowy (w ten sposób możemy używać jednego zestawu wielokrotnie). Ważne jednak, aby to, co chcemy utrwalać było w dużej ilości, tzn. przynajmniej tyle samogłosek, co spółgłosek, tyle przymiotników co innych części mowy. Oprócz część kartoników będzie do ćwiczenia refleksu i na nich rysujemy np. stopy, balonik czy serduczko- nie ma znaczenia.
Gotowe kartoniki tasujemy i układamy słowami/obrazkami do dołu i odkrywamy po jednym. Jeśli ćwicząc samogłoski/przymiotniki odkryjemy samogłoskę/przymiotnik, wówczas trzeba jak najszybciej krzyknąć hasło "Kocham Polskę!" lub inne ustalone. Jeśli odkryjemy kartonik ze spółgłoską/inną częścią mowy, wtedy nie robimy nic. Jeśli ktoś się zgapi i krzyknie hasło- odpada na 1-3 kolejki lub oddaje jedną kartę. Prawidłowo "okrzyknięte" kartoniki przechodzą do tej osoby, która pierwsza krzyknęła. Jeśli odkryjemy kartonik z obrazkiem, wtedy trzeba jak najszybciej wstać i klasnąć w dłonie- ten gest też jest umowny i możemy zastąpić go tupaniem nogami, krótkim tańcem kaczuszek, podskokiem itp. 
Gra jest prosta, ale emocjonująca i moi uczniowie, którzy rozkochali się w dobble, równie często chcą grać w "Kocham Polskę!". Bardzo chętnie też sami zapisują kartoniki, dzięki czemu też ćwiczą pisanie i rozbudowują swoją wyobraźnię, jednocześnie utrwalając potrzebny materiał.